WWW.CHFPN.PL
MENU
Archiwum wydarzeń
O nas
Kontakt

Gdańsk
Gliwice i Katowice
Kraków
Łódź
Poznań
Rzeszów
Warszawa
Wrocław
Zielona Góra
Dołącz do nas

Konferencje
Konferencja Bryza 2005
Konferencja Bryza 2006
Konferencja Bryza 2008
Konferencja Bryza 2009
Konferencja Bryza 2010
Konferencja Bryza 2011
Konferencja Bryza 2012
Konferencja Bryza 2013
Konferencja Bryza 2014
Nauka-Etyka-Wiara 2005
Nauka-Etyka-Wiara 2007
Nauka-Etyka-Wiara 2009
Nauka-Etyka-Wiara 2011
Nauka-Etyka-Wiara 2013
Nauka-Etyka-Wiara 2015
Nowości na stronie
Lektury
Seminaria
Doktoranci / studenci
INNE
Forum dyskusyjne
Rejestracja
Twoje konto
FAQ
Sondy
Linki

LOGOWANIE
login
password
zarejestruj się »
SONDA
Czy metoda zapłodnienia in vitro powinna być w Polsce
dozwolona i w pełni finansowana przez państwo
dozwolona, ale finansowana przez państwo tylko dla małżeństw
dozwolna, lecz na koszt własny
zabroniona
 inne

NEW'07 Sesja 2: Wiara, cz.1

Wielcy Uczeni  i  Ich  Postawa Wobec Wiary Chrześcijańskiej

 

Dr hab. Leszek S. Zaremba

Wyższa Szkoła Zarządzania - Polish Open University, Warszawa

Katedra Metod Ilościowych w Finansach

 

Zanim przejdziemy do konkretnych nazwisk wielkich uczonych i ich postaw wobec wiary chrześcijańskiej, zatrzymajmy się na chwilę nad pytaniem „co to znaczy być chrześcijaninem?”. Pełna odpowiedź na to pytanie nie jest powszechnie uświadamiana. Łatwiej jest spotkać ludzi, którzy znają cząstkową odpowiedź na to pytanie lub po prostu podają błędną odpowiedź. 

Biblia mówi, że wiara pochodzi z czytania i słuchania Słowa Bożego, efektem czego jest „narodzenie na nowo”, a więc zmiana natury grzesznej odziedziczonej od Adama na naturę drugiego Adama, czyli Chrystusa. Człowiek o tej drugiej naturze jest „zapieczętowany” Duchem Świętym, czyli Duchem Chrystusowym i z tego tytułu ma „wyryte” w swym sercu dziesięć przykazań, co w praktycznym życiu  implikuje w przypadku popełnienia grzechu odczuwanie dyskomfortu i pragnienie naprawienia tego, co człowiek popsuł, tak dalece na ile jest to jeszcze możliwe. Oczywiście, przynależność do jakiegoś Kościoła kojarzonego powszechnie z religią chrześcijańską, jak na przykład Kościoła katolickiego, prawosławnego, luterańskiego, baptystycznego itp. przybliża i ułatwia nowonarodzenie, o czym czytamy w Ew. Jana 3,3 (przynajmniej taka jest rola tych kościołów), ale go nie gwarantuje.

Należy bowiem pamiętać że ostatnie słowo w tym względzie należy do Boga, który wybiera swój lud. W Nowym Testamencie opisany jest przypadek dwóch ludzi modlących się w synagodze, a więc będących członkami tego samego Kościoła. Jeden z nich, faryzeusz, który formalnie przestrzegał większości  praw zakonu Mojżeszowego oraz celnika, który znany był z chciwości i ściągania nadmiernych podatków dla Rzymian. Żarliwa i skruszona postawa tego drugiego spowodowała, że Bóg jego usprawiedliwił, natomiast faryzeusz, wyliczający w czasie modlitwy swoje zasługi, odszedł nieusprawiedliwiony. (...)

 

Jest wiele przyczyn dla których dużo ludzi ma sceptyczny lub nawet krytyczny stosunek do wiary chrześcijańskiej, zapewne nie wiedząc, jak na ich temat wypowiada się Biblia: Kto nie wierzy Bogu, uczynił Go kłamcą, bo nie uwierzył świadectwu, jakie Bóg dał o swoim Synu (1 List Jana 5,10). Jedną z najbardziej powszechnych przyczyn tego krytycznego stosunku jest wyciąganie wniosków o zasadności wiary w jedynego Boga, którego relacje z ludzkością są opisane w Starym i Nowym Testamencie na podstawie obserwacji zachowań osób które w potocznym języku nazywane są „chrześcijanami”. Jak zobaczymy poniżej, jest to całkiem błędne podejście, chociaż z pozoru może wydawać się właściwe.

Ci „nominalni”, jak się ich często nazywa, chrześcijanie przedstawiają się wobec ateistów jako ludzie wierzący, opierając swoje przekonanie na tym że, po pierwsze, są członkami jakiegoś Kościoła kojarzonego powszechnie z religią chrześcijańską, a po drugie sądzą oni, że poprzez samo uczęszczanie na cotygodniowe nabożeństwa i inne spotkania kościelne demonstrują w ten sposób wobec siebie i świata, że są prawdziwymi chrześcijanami. Nie interesuje ich, co na ten temat mówi Biblia, gdyż po prostu wielu z nich jej nie czyta, Jeśli czytają, to nie wyciągają z tej lektury praktycznych wniosków. Część z tych osób uchodzi nawet za ponadprzeciętnie religijnych. Mówił o tym w kwietniu 2007 r. ksiądz na kazaniu dla studentów w kościele katolickim na Ochocie w Warszawie, stwierdzając iż część osób uchodzących za religijne, a nawet ponadprzeciętnie religijne „nie zna Chrystusa”. (...)

 

Ludzie niewierzący oraz wyznawcy innych niż wiara chrześcijańska wyznań, oprócz obojętności względem innych ludzi zauważalnej u wielu „chrześcijan”, spostrzegają jeszcze inne wady, takie jak kłamstwa, zazdrość, a nawet zdrady małżeńskie i rozwody. Ponieważ taka postawa „chrześcijan” nie odbiega zbytnio od normy ogólnoludzkiej, nie może zachęcać do wiary chrześcijańskiej. Szczególnie dotyczy to muzułmanów, którzy we własnych krajach bardzo ostro rozprawiają się ze zdradami małżeńskimi, pornografią, prostytucją i nie pozwalają na istnienie jakichkolwiek gangów, podczas gdy np. taki „chrześcijański” kraj, jak USA znany jest z tych wszystkich plag. Muzułmanie obarczają bezpośrednio amerykańskich chrześcijan za ten stan rzeczy, a pośrednio wiarę chrześcijańską, nie rozumiejąc że w USA władza jest oddzielona od wszystkich Kościołów. Być może nieco wyolbrzymiając konkluzję, można powiedzieć, że największą przeszkodą w szerzeniu się wiary chrześcijańskiej są ludzie postrzegani przez innych jako „chrześcijanie”.

 

Czy naukowiec może być chrześcijaninem?

 

Przykładem ateisty, który po 50 latach błyskotliwej kariery naukowej zaczął krytycznie zastanawiać się nad tym, co osiągnął w ciągu całego swego życia, był Subrahmanyan Chandrasekhar, laureat Nagrody Nobla z 1983 r. Na okładce biografii tego sławnego astrofizyka, wydanej przez University of Chicago Press, czytamy między innymi: nie mam takiego poczucia harmonii, jakie miałem nadzieję osiągnąć w życiu, kiedy byłem jeszcze młody. A przecież wytrwałem w pracy naukowej ponad 50 lat, poświęcając wszystkim innym sprawom znikome ilości czasu. Tak naprawdę nie mam poczucia spełnienia w moim życiu. Wszystko co osiągnąłem, wydaje mi się niewiele znaczyć.

Niezwykłą osobistością wśród fizyków był Richard Feynman (1918–1998) który uzyskał Nobla w wieku 47 lat. Będąc zadeklarowanym ateistą, w ten sposób odpowiedział na pytanie postawione w tytule tego paragrafu: Wielu naukowców wierzy zarówno w naukę, jak i w Boga, w Boga objawienia, w doskonale zgodny sposób. A więc zdaniem tego słynnego fizyka, odpowiedź na to pytanie jest pozytywna. (...)

 

W 1988 r. opublikowano rezultaty badań statystycznych przeprowadzonych wśród 3300 naukowców amerykańskich. Wynika z nich że 50% bierze regularnie udział w praktykach religijnych, przy czym 41% naukowców legitimujących się stopniem doktora uczęszcza do kościoła w każdą niedzielę, podczas gdy wskaźnik ten dla pozostałych osób wynosi 42%. Wynika stąd, że przyczyny dla których pewni ludzie są wierzący i demonstrują swą wiarę chrześcijańską, nie mają wiele wspólnego z poziomem wykształcenia.

Skoro już wiemy że naukowcy mogą być chrześcijanami, zastanówmy się nad tym co konkretnie, uwzględniając specyfikę ich pracy, mogłoby ich do tego skłaniać.

Laureat Nobla E. Wiger(1902–1995) wskazał na cud przydatności matematyki w formułowaniu praw fizyki, co wskazuje na istnienie suwerennego Boga Stwórcy.

Podobną uwagę wypowiedział profesor Oxford University Keith Ward: odwołanie się do ogólnej zrozumiałości natury, jej ukształtowanie według matematycznych zasad, sugeruje istnienie umysłu o nieograniczonej mądrości i mocy. Proste rozumowanie pokazuje, że gdyby wszechświat powstał samoistnie w wyniku przypadkowych chaotycznych zdarzeń, nikt lub prawie nikt nie oczekiwałby odkrycia ogólnych racjonalnych praw nim rządzących, więc najprawdopodobniej nie poszukiwałby ich.

 

Jednakże współczesna nauka rozwinęła się tak bardzo, ponieważ powszechnie uważano, iż Bóg chrześcijaństwa, będąc racjonalnym bytem, stworzył świat według racjonalnych zasad i dał Adamowi, pierwszemu człowiekowi, władzę nad tym co go otacza. Uczeni czuli się więc nieskrępowani w poszukiwaniu  zasad i praw rządzących światem, pragnąc, jak na przykład Jan Kepler (1571–1630) mieć choć próbkę zachwytu, jaki boski Stwórca odczuwał w Swojej pracy i uczestniczyć w Jego radości.. Kontrastuje to całkowicie z rozwojem nauki w kulturach niechrześcijańskich – w Mezopotamii, Egipcie, Grecji, Indiach, Rzymie, Persji, Chinach itp., gdzie nauka rozwijała się tylko do pewnego momentu, gdyż niechrześcijański świat zakładał że z nauki może wyniknąć coś niedobrego. W starożytnej Grecji przekonanie to znalazło wyraz w micie o Prometeuszu, który odkrył ogień, kradnąc go z Nieba i wywołując tym samym gniew greckich bogów, którzy jak stąd widać w przeciwieństwie do chrześcijańskiego Boga nie tylko nie chcieli dać człowiekowi władzy nad światem, ale nawet najprostszych narzędzi do bardziej efektywnego w nim funkcjonowania.

To że nauka nie mogła rozwijać się swobodnie w krajach islamskich, widać na przykładzie zniszczenia wielkiego obserwatorium w Stambule w 1577 r. na rozkaz sułtana wykonującego zalecenie głównego islamskiego przywódcy. Przez kolejne 300 lat w krajach islamskich nie istniało ani jedno obserwatorium astronomiczne. Czyżby islamscy przywódcy religijni obawiali się odkrycia poprzez obserwatorium faktów przeczących ich wierze? Jak już wspomnieliśmy, w krajach o kulturze chrześcijańskiej nauka miała „zielone światło” do rozwoju. Jak się powszechnie uważa, metoda naukowa została odkryta bądź spopularyzowana przez Bacona (1561–1626), który zachęcał do uczenia się zarówno z księgi Bożych czynów (natury), jak i z księgi Bożych słów (Biblii), które traktował jako wzajemnie uzupełniające się dwie księgi.

 

Wspomniany już Kepler był matematykiem, fizykiem i astronomem, autorem pojęcia eliptycznych „orbit planet” oraz odkrywcą praw kierujących ich ruchem. Był luteraninem, który samookreślił się w następujący sposób: wierzę jedynie i wyłącznie w służenie Jezusowi Chrystusowi. W Nim jest moje schronienie i wszelka pociecha.

Najbardziej znaczący wkład w myśl chrześcijańską spośród fizyków wniósł B. Pascal (1623–1662). Oprócz tego że odkrył zasadniczy związek między mechaniką płynów a mechaniką ciał stałych, został uznany za ojca rachunku prawdopodobieństwa i kombinatoryki. Znane jest jego powiedzenie że Bóg czyni ludzi świadomymi swej wewnętrznej niegodziwości [czyli świadomymi że są grzesznikami], jednoczy się z ich najgłębszą duszą, czyni ich niezdolnymi do dążenia do jakiegokolwiek innego celu niż On sam [taki jest efekt nowonarodzenia o którym wspomnieliśmy wcześniej], ukazując Chrystusa jako kres i centrum do którego wszystko zmierza.

Robert Boyle (1627–1691), którego można uznać za pierwszego chemika, osobiscie ufundował coroczny wykład służący obronie chrześcijaństwa przed obojętnością i ateizmem. Był też prezesem Stowarzyszenia Rozpowszechniania Ewangelii Jezusa Chrystusa w Nowej Anglii.

Z kolei sir Isaac Newton (1642–1727), który w wielu ankietach uznawany jest za największego naukowca wszechczasów, napisał więcej słów na temat teologii niż matematyki i fizyki, z których to dziedzin jest najbardziej znany. Nadal w Wielkiej Brytanii wznawiana jest jego książka o powtórnym przyjściu Chrystusa oparta na proroctwach zawartych w dwóch księgach biblijnych (Daniela i Objawieniu św. Jana). Znane jest jego stwierdzenie iż Biblia zawiera więcej weryfikowalnych faktów niż jakakolwiek świecka książka historyczna, w które to książki możemy dodać od siebie, w co nikt nie powątpiewa.

Podczas obchodów 200. rocznicy urodzin Faradaya (1791–1867) stwierdzono że gdyby Michael Faraday żył w okresie przyznawania Nagród Nobla, kwalifikowałby się do ośmiu takich nagród! Zapytany na łożu śmierci, czy w aktualnej sytuacji ma jakieś spekulacje naukowe, odpowiedział: Mam tylko pewniki i dziękuję Bogu, że nie opieram mojej umierającej głowy na domysłach, bo wiem komu zaufałem i w tym miejscu przytoczył cytat z Biblii pochodzący od apostoła Pawła.

James Maxwell (1831–1879) podał matematyczną interpretację pojęcia „pola elektromagnetycznego” Faradaya w postaci równań noszących jego imię, które są jednym z największych osiągnięć ludzkiego intelektu. W 1864 r. napisał: pomyślmy, co Bóg przeznaczył dla tych, którzy zawierzą Jego sprawiedliwości i chcą otrzymać od Niego dar życia wiecznego w Jezusie Chrystusie. Będą przemienieni na podobieństwo Jego Syna, a kiedy to się dokona, to nie będzie już dla nich żadnego potępienia. Znana jest reakcja Maxwella na zaproszenie do wzięcia udziału w konferencji poświęconej omówieniu powiązań teorii Darwina z Biblią. Maxwell odmówił, wyjaśniając: tempo zmian hipotez naukowych jest dużo większe niż tempo zmian w interpretacjach biblijnych. Jeśli więc interpretacja biblijna opiera się na jakiejś hipotezie naukowej, pomaga to utrzymywać się tej hipotezie jeszcze długo po tym, gdy już dawno powinna być pogrzebana i zapomniana. Jest to opinia, która powinna zainteresować współczesnych entuzjastów teorii ewolucji Darwina.

Odkrywcą barwnika syntetycznego fiolet jest William Perkin (1838–1907). W uznaniu jego zasług jedno z czasopism przyjęło nazwę Perkin Transactions of the Royal Society of Chemistry. Mając 35 lat, Perkin sprzedał swoją firmę przynoszącą mu duże dochody i poświęcił się działalności misyjnej i indywidualnym badaniom naukowym. Na łożu śmierci przypomniał swym dzieciom, żeby zawsze ufały Jezusowi.

William Thomson  (1824–1907), znany jako lord Kelvin, był znanym fizykiem i najlepszym wykładowcą nauk przyrodniczych swoich czasów. Był autorem ważnych prac z elektromagnetyzmu. Podczas przemówienia w University College w 1903 r. powiedział: Nie obawiajcie się niezależnie myśleć. Jeśli będziecie myśleć z dostatecznym wysiłkiem, to nauka zmusi was do uwierzenia w Boga. (...)

 

Jednym z najbardziej doniosłych odkryć naukowych było zidentyfikowanie i opisanie elektronu. Dokonał tego J.J. Thomson (1856–1940). W czasopiśmie Nature, (tom 81, s. 257) pisał on: W oddali wznoszą się jeszcze wyższe naukowe szczyty, które odkryją przed swoimi zdobywcami jeszcze szersze perspektywy i pogłębią uczucie, że wielkie są dzieła Pańskie. Nad frontowymi drzwiami laboratorium, w którym pracował, została wyrzeźbiona (i do dziś się tam znajduje) tabliczka z napisem: wielkie są dzieła Pańskie, godne badania przez wszystkich, którzy je miłują będące cytatem z Biblii (Psalm 111,2). (...)

 

Wybitnym chemikiem, autorem ponad 900 publikacji naukowych, który był już pięć razy nominowany do Nagrody Nobla, jest znany nam z pierwszej konferencji Nauka – Etyka – Wiara profesor Henry Schaeffer. Publikacje jego były cytowane już ponad 30 000 razy, co daje mu szóste miejsce w świecie wśród chemików. Przez 18 lat pracował w Berkeley, a obecnie jest dyrektorem Centrum Obliczeniowego Chemii Kwantowej w University of Georgia, USA. W międzyczasie wykładał gościnnie na Uniwersytecie Paryskim (1977), Politechnice Federalnej w Zurychu (1994, 1995, 1997, 2000, 2002) oraz na Australijskim Uniwersytecie Narodowym w Canberze (1999). Wygłosił wiele odczytów na temat relacji „nauka a wiara chrześcijańska”, między innymi w amerykańskich uniwersytetach w Berkeley, Harvardzie, Princeton, Stanfordzie oraz w kilkudziesięciu miastach takich, jak: Ankara, Berno, Delhi, Hongkong, Kalkuta, Paryż, Pekin, Sankt Petersburg, Sofia, Szanghaj, Taipei, Tokio, Zagrzeb. W 1973 r.  profesor Schaeffer doświadczył i nadal doświadcza tej samej relacji z Bogiem, jaką opisał Coulson, zaś jego życie ma cel w Jezusie Chrystusie i cel ten nadaje wszystkiemu swoiste zabarwienie. Jako ciekawostkę można dodać, że podczas jego pracy w Berkeley na wydziale chemii zatrudnionych było 50 profesorów, z których tylko jeden, Robert Harris, publicznie przyznawał się do ateizmu.

Kolejnym żyjącym współcześnie naukowcem i chrześcijaninem jest Robert Griffiths (1937–), członek Amerykańskiej Akademii Nauk i zdobywca (1984 r.) jednej z najbardziej pożądanych nagród Amerykańskiego Towarzystwa Fizycznego za osiągnięcia w mechanice statystycznej oraz termodynamice. Na co dzień jest profesorem fizyki w Carnegie-Mellon University. W 1987 r. w Christianity Today napisał: jeśli potrzebuję ateisty do debaty, idę na wydział filozofii. Z wydziału fizyki nie miałbym wielkiego pożytku. Potwierdza to iż wśród przedstawicieli nauk ścisłych jest więcej chrześcijan niż wśród humanistów, a szczególnie filozofów. (...)

 

Największym żyjącym kosmologiem jest Allan Sandage (1926–) z Carnegie Institution w Pasadenie. W 1991 r. otrzymał prestiżową nagrodę Crafoord Prize wręczaną kosmologom co sześć lat przez Szwedzką Akademię Nauk. W wieku 50 lat zawierzył swoje życie Chrystusowi. Na pytanie: „czy można być zarazem naukowcem i chrześcijaninem?” odpowiedział, odwołując się do biologii w następujący sposób: Świat we wszystkich swych składowych częściach i zależnościach jest zbyt skomplikowany, aby mógł być wyłącznie rezultatem przypadku. Jestem przekonany że istnienie życia wraz z całym swym uporządkowaniem w każdym z gatunków jest na to po prostu zbyt dobrze zorganizowane. A więc niezwykła złożoność i ogromna zawartość informacji nawet w najprostszych z żyjących organizmów wskazuje na Boga jako na suwerennego Stwórcę. (...)

 

Wybitnym eksperymentatorem XX w. jest Charles Townes (1915–), laureat Nobla za odkrycie lasera. Niewiele brakowało, aby otrzymał drugą Nagrodę Nobla za obserwacje pierwszej cząsteczki interstelarnej. Badania nad tymi molekułami stały się wkrótce ważną częścią astrofizyki. W swej autobiografii wydanej przez American Institute of Physics w 1995 r., pisze w ten sposób: mógłbyś mi zadać pytanie – pokaż mi, gdzie Bóg ingeruje w nasz świat? Jeśli wierzysz w Boga, to nie można mówić o jakimś szczególnym „gdzie”. On zawsze tu jest, znajduje się przecież wszędzie. Dla mnie Bóg, choć wszechobecny, jest osobą i stanowi potężne źródło siły. On bardzo odmienił moje życie. (...) 

John Polkinghorne (1930–) był w latach 1968–1979 profesorem w Katedrze Fizyki Matematycznej w Cambridge University. W 1979 r. poszedł na studia teologiczne, a następnie został anglikańskim pastorem. W 1986 r. powrócił do swej uczelni, najpierw jako dziekan Trinity Hall, a następnie jako rektor Queen’s College. Znanych jest wiele jego wypowiedzi na tematy dotyczące wiary, między innymi ta: Traktuję Boga bardzo poważnie. Jestem chrześcijaninem i wierzę, że Bóg istnieje i dał się poznać poprzez Jezusa Chrystusa.

Europa  Między  Relatywizmem  i  Fundamentalizmem.

Nasze  Fascynacje,  Nasze  Lęki,  Nasza  Wolność

 

Dr Marek Pieńkowski OP 

ESPACES Centrum, Kraków

 

Trzeba pamiętać, że jedną z głównych inspiracji soboru watykańskiego II było przekonanie, że oparty na scholastycznym systemie pojęć i niemal niezmieniany od soboru trydenckiego paradygmat katolickiego myślenia już nie wystarcza. Od czasów oświecenia stopniowo posługiwano się innym rodzajem języka, bardziej odpowiednim do omawiania kwestii nauk przyrodniczych. Nowe prądy, jakie w XIX i XX w. pojawiły się w literaturze i w filozofii (fenomenologia czy filozofia analityczna), uprzytomniły nam, że do opisu bogactwa doświadczeń ludzkich nieodzowne jest wykorzystanie wszelkich możliwych form wyrazu. W 1925 r. anglo-amerykański filozof Alfred North Whitehead pisał: Idee dziedziczymy, tworzą one tradycję naszej cywilizacji. Owe tradycyjne idee nie są nigdy statyczne (...), nie mogą stać w bezruchu. Żadne pokolenie nie może bezkrytycznie naśladować swych przodków. Można zachować życie w zmiennym przepływie form, można zachować formę, gdy życie zamiera, nie można jednak na stałe zamknąć tego samego życia w tę samą formę. (...)

 

Potrzebna jest taka prezentacja Dobrej Nowiny, aby była ona dostępna, a więc zrozumiała dla jak największej liczby ludzi, którzy we współczesnym pluralistycznym świecie nie tylko mówią różnymi językami, ale rozumują w ramach różnych systemów pojęć, odwołujących się do bardzo zróżnicowanych typów doświadczenia. Sam depozyt wiary musi pozostać nienaruszony. Dzisiejsza sytuacja kulturowa, w której niepokojąco często ludzie bezkrytycznie akceptują najdziwniejsze pomysły i poglądy, to droga nieuchronnego „ześlizgiwania się” w stronę relatywizmu, indyferentyzmu czy wręcz sekularyzmu. P.L. Berger podkreśla: Pluralizm ma (...) głębokie konsekwencje dla życia jednostki. Ponieważ coraz szersze obszary życia tracą swoje dawniej niekwestionowane normy, jednostka musi się zastanowić nad alternatywnymi normami, które stały się dostępne i dokonać spośród nich wyboru. Modernizację można wręcz określić mianem gigantycznego przejścia od kondycji losu do kondycji wyboru (...)

 

Współczesna Europa nie jawiłaby się zapewne jako „kultura śmierci”, gdyby nie była cywilizacją lęku. W tej kwestii jeszcze trudniej o jasność: uświadamiamy sobie źródła naszych fascynacji, ale też wiemy, że mogą występować lęki nieuświadomione, które mają głęboki wpływ na sposób naszego myślenia i działania. Klimat współczesnej kultury europejskiej sprzyja lękowi. Gdy sami nie potrafimy należycie ocenić rzeczywistej wartości poszczególnych sądów czy zachowań, lęk przed odrzuceniem czy ośmieszeniem wobec własnej „grupy odniesienia” może skłonić do „ochronnego” przejmowania postaw indyferentnych, czasem nawet do akceptacji poglądów wzajemnie sprzecznych. (...)

 

Przemiany, jakie ostatnio dokonały się w naszej części Europy, przyniosły „zachłyśniecie się” wolnością. Niekiedy traktujemy sam proces integracji europejskiej jako „rozszerzanie obszaru wolności” (np. Timothy Garton Ash). Niestety, radość z odzyskanej wolności oraz perspektywy jej poszerzania coraz bardziej zakłóca fakt, iż w większości podjęliśmy – mniej lub bardziej nieświadomie – zafałszowane rozumienie pojęcia wolności. To, iż podzielamy owe błędy ze znaczną częścią państw Europy Zachodniej, nie stanowi żadnej pociechy, przeciwnie – dodatkowo wzmacnia propagandowy wpływ tak rozpowszechnionych przekonań.Istotą zafałszowania jest pojmowanie wolności w sensie „negatywnym” jako wolności od ograniczeń. Im mniej czynników, które mnie ograniczają – bez względu na to, czy są prawne czy nieformalne, wewnętrzne czy zewnętrzne – tym bardziej jestem wolny. (...)

 

Najbardziej obiecującym rozwiązaniem tego dylematu wydaje się uznanie, że istota wolności leży gdzie indziej. Wolność trzeba pojmować przede wszystkim na sposób pozytywny: jako wolność do czynienia dobra. Jestem tym bardziej wolny, im więcej dobrego mogę uczynić. Perspektywa ulega wówczas odwróceniu: z doświadczenia wiemy, jak bardzo np. udane małżeństwo pomnaża możliwości świadczenia dobra innym. (...)

Historia miłości między Bogiem a człowiekiem polega właśnie na fakcie, że ta wspólnota woli wzrasta w jedności myśli i uczuć, i w ten sposób nasza wola i wola Boga stają się coraz bardziej zbieżne: wola Boża przestaje być dla mnie obcą wolą, którą narzucają mi z zewnątrz przykazania, ale staje się moją własną wolą, która wychodzi z fundamentalnego doświadczenia tego, że w rzeczywistości Bóg jest mi bardziej bliski niż ja sam. (...) Tak więc nie chodzi tu już o  „przykazanie” z zewnątrz, które narzuca nam coś niemożliwego, lecz o doświadczenie miłości darowanej z wewnątrz, i tą miłością, zgodnie ze swoją naturą, należy się dzielić z innymi.

W perspektywie teologicznej mamy zatem odmienny, znacznie szerszy horyzont i dopiero tu można starać się rozumieć pozornie paradoksalną opinię św. Piotra: „Jak ludzie wolni [postępujcie], nie jak ci, dla których wolność jest usprawiedliwieniem zła, ale jak niewolnicy Boga (1 P 2,16).

Teoria Pramonoteizmu W. Schmidta Na Tle Badań Nad Początkami Wierzeń Religijnych w XIX i XX w.

 

Mgr Zbigniew Sobczak

Forum Heweliusza

Kraków – Gdańsk

 

Wydaje się, że czasy namiętnych dyskusji nad genezą religii, tak nasilone na przełomie XIX/XX w. przeminęły. We wspomnianym okresie, w obszarze religioznawstwa i etnologii religii, dominującym poglądem był ewolucjonizm. Syntetycznie rzecz ujmując – głosił on nieustanny postęp ludzkości – od form prostszych do bardziej złożonych – także w interesującej nas dziedzinie religii i kultury. Na bazie tej hipotezy uczeni jednomyślnie przyjmowali tezę, iż monoteizm jest ostatnią fazą w rozwoju religii.

Reakcją na powyższe hipotezy anglosaskiego ewolucjonizmu były badania Andrew Langa, których wyniki wskazywały na istnienie wysoko rozwiniętej wiary w Istotę Najwyższą wśród najstarszych plemion żyjących na ziemi. Hipotezy A. Langa znalazły naukową podbudowę w postaci metody kulturowo-historycznej, której zwolennicy zostali określeni jako „szkoła kulturowohistoryczna”. Początkowo rozwijała się w niemieckojęzycznej części Europy, a na jej czele stanął Wilhelm Schmidt, który w oparciu o obfity i szczegółowy materiał badawczy, w swoich publikacjach wskazywał, podobnie jak Lang,  na istnienie monoteizmu wśród najstarszych ludów pierwotnych (tzw. prakultury). Stało się jasne, że w dziedzinie religii i jej rozwoju – zasady przyjęte przez ewolucjonistów są błędne. W miarę cywilizacyjnego, gospodarczego rozwoju ludzkości mamy tu do czynienia ze zjawiskiem dokładnie odwrotnym: dewolucją, degeneracją monoteizmu, który stanowił pierwotną fazę religii człowieka.

Istnieje obszerna literatura etnologiczna i religioznawcza analizująca wyniki prac uczonych szkoły kulturowohistorycznej, a Wilhelm Schmidt na stałe wpisał się na listę światowej klasy badaczy języków, kultur, religii i pozostał najważniejszą postacią etnologii i religioznawstwa pierwszej połowy XX w.

 

Początki zainteresowań religią sięgają najbardziej odległych czasów znanych człowiekowi. Już w starożytnej Babilonii, Asyrii, Egipcie, później Grecji i kolejnych cywilizacjach, znajdujemy opisy wierzeń i praktyk religijnych. Wszystkie tego typu odkrycia wydają się potwierdzać tezę, że człowiek jest istotą religijną „ze swej natury”.

Naukowe religioznawstwo, którego początki datujemy na koniec XIX w. postawiło pytanie o początkową fazę religii, a następnie jej rozwój. Rozwijając się równolegle z hipotezą o ewolucyjnym rozwoju ludzkości, zarówno w dziedzinie nauk przyrodniczych, jak i społecznych,  religioznawstwo początkowo stało się światopoglądową bazą dla ewolucjonistycznego ujęcia religii w jeden łańcuch rozwojowy. Również w obszarze religii zastosowano ewolucjonistyczną tezę o monolinearnym rozwoju ludzkości. (...)

 

W opozycji do ewolucjonistycznego nurtu badań religioznawczych – na przełomie XIX i XX w. pojawiła się teoria głosząca, iż monoteizm, czyli wiara w istnienie jednej Istoty Najwyższej, jest najdawniejszym, najstarszym, zjawiskiem religijnym (teoria pramonoteizmu).

 

Powszechnie przyjmuje się, że twórcą i pierwszym obrońcą teorii monoteizmu ludów najstarszych był Andrew Lang (1844–1912), profesor Uniwersytetu w Oxfordzie i St. Andrew. Dał się poznać jako pisarz, etnolog i historyk. Pochodził prawdopodobnie z rodziny Romów. Początkowo bezwzględny zwolennik E. Tylora (1832–1917) broniący wraz z nim animizmu przed teorią naturystyczną Maxa Mullera – z czasem zmienił swe poglądy, dochodząc do wniosków znacznie od twierdzeń E. Tylora odbiegających. Wprawdzie nie odrzuca on animizmu, jako jednej z form dawnych wierzeń religijnych, ale nie godzi się z twierdzeniem, jakoby miałaby to być  pierwotna ich forma, z której dopiero miałby się rozwinąć monoteizm. Wnioski wynikające z jego własnych badań domagały się innego wytłumaczenia. Przedstawił je w pracy The Making of Religion. Zebrał w niej i z dużym krytycyzmem opracował obszerny materiał etnologiczny, częściowo nigdzie dotąd nie publikowany.

Badając ludy stojące na najniższym szczeblu kultury materialnej, mimo wyraźnego zastoju  pod względem gospodarczym, cywilizacyjnym, dostrzegł u nich wysoko rozwinięte  pojęcia religijne. Szczegółowo analizował wierzenia ludów zamieszkujących tereny Ameryki Południowej (szczególnie mieszkańców Ziemi Ognistej, należących do najstarszych ludów na świecie, dziś już wymarłych), Ameryki Północnej (ludy Poni, Zunni w Nowym Meksyku, Irokezi, Huroni, Algonkinowie, mieszkańcy wyspy Vancouver, Indianie „Czarne Stopy”– gdzie stwierdził całkowity brak kultu przodków lub duchów). Badając wierzenia najbardziej pierwotnych plemion z terenu Australii (m.in. Kurnajów, Juinów), stwierdził nikłe ślady animizmu, brak kultu zmarłych przodków i bardzo rozwiniętą wiarę w Istotę Najwyższą. Analizując wierzenia ludów zamieszkujących Afrykę (szerzej zajął się Buszmenami, Hotentotami, ludami Zulu, Yao) – stwierdził, iż nieco wypaczona idea Istoty Najwyższej nie jest jakimś zarodkiem rodzącej się dopiero czystej formy religijnej, lecz jej szczątkową pozostałością. Zajmując się najstarszymi ludami Azji, szczególną uwagę zwrócił na mieszkańców Wysp Andamańskich. Dotąd ludzi tych przedstawiano jako dowód na pierwotny ateizm – brak jakichkolwiek pojęć związanych z religią. Szczegółowe badania A. Langa, a wcześniej uczonego brytyjskiego H. Mana wykazały bogatą, z głęboką refleksją filozoficzną, religię tych ludów, skażoną, zdaniem Mana, przez wpływy mitologii.

 

 
Copyright (c) 2000 - 2017 Ruch Nowego Życia
All Rights Reserved
[ created by hornet.com.pl ]
WEB interface