WWW.CHFPN.PL

To takie logiczne cz. 5

LIST  DO  CIEBIE

    "...Dzień Pański przyjdzie jak złodziej w nocy. Gdy mówić będą: Pokój i bezpieczeństwo, wtedy przyjdzie na nich nagła zagłada, jak bóle na kobietę brzemienną, i nie umkną. Wy zaś, bracia, nie jesteście w ciemności, aby was dzień ten jak złodziej zaskoczył. Wy wszyscy bowiem synami światłości jesteście i synami dnia. Nie należymy do nocy ani do ciemności. Przeto nie śpijmy jak inni, lecz czuwajmy i bądźmy trzeźwi. (...) Gdyż Bóg nie przeznaczył nas na gniew, lecz na osiągnięcie zbawienia przez Pana naszego Jezusa Chrystusa"  (1 Tes. 5:2-9).

   "A dzień Pański nadejdzie jak złodziej; wtedy niebiosa z trzaskiem przeminą, a żywioły rozpalone stopnieją, ziemia i dzieła ludzkie na niej spłoną. Skoro to wszystko ma ulec zagładzie, jakimiż powinniście być wy w świętym postępowaniu i w pobożności, jeżeli oczekujecie i pragniecie gorąco nastania dnia Bożego, z powodu którego niebiosa w ogniu stopnieją i rozpalone żywioły rozpłyną się? Ale my oczekujemy, według obietnicy, nowych niebios i nowej ziemi, w których mieszka sprawiedliwość.  Przeto, umiłowani, oczekując tego starajcie się, abyście znalezieni zostali przed nim bez skazy i bez nagany, w pokoju. A cierpliwość Pana naszego uważajcie za ratunek..." (2 Piotra 3:10-15a).

 Kochani!
 Ostatnie słowa piszę, głęboko poruszony odejściem do Pana mojego sąsiada, drogiego mi brata w Chrystusie, a zarazem i przyjaciela. Miał 47 lat, gdy go Pan odwołał. Odszedł nagle, ale pozostawił po sobie cudowną wonność Chrystusową, jaka rozchodzi się wokół nielicznych tylko chrześcijan. Prowadził niezwykle wartościowe i błogosławione w Panu życie. Chociaż był o siedem lat ode mnie młodszy, to był dla mnie często przykładem. Gdy słuchałem go, jak przemawiał na ewangelizacjach, podziwiałem mądrość, którą Pan go obdarzył. Gdy rozmawialiśmy, zawsze potrafił temat rozmowy skierować w stronę Słowa Bożego, a to, co on sam mówił, zawsze pokrzepiało moje serce. Był naczyniem do celów zaszczytnych. Nie tylko pragnął, ale wszystko czynił, aby spotykani przez niego ludzie zaufali Jezusowi. Dbał, by jego siostry i bracia w Panu czynili postępy i radowali się w wierze. Był dobrym mężem i kochającym ojcem. Jego żona i jego dzieci, tak samo jak i on przedtem, kochają Jezusa i żyją dla Niego. Będzie mi go bardzo brakowało.

    Dlaczego piszę o tym? Gdy byłem na pogrzebie mojego przyjaciela w Panu, to kolejny raz w życiu uświadomiłem sobie, że zadaniem tych, co pozostają przy życiu, jest czuwanie, modlitwa bez ustanku, okazywanie miłości wszystkim bliźnim swoim i - co najważniejsze - przyznawanie się do tego, że jesteśmy Chrystusowi, głośne mówienie o cudownym zbawieniu, które dokonało się na krzyżu, o krwi mocy, która zakrywa nasze występki przed naszym miłującym nas, ale też i bezgranicznie świętym Panem. Nie dopuszczajcie do tego, abyście się tylko kopcili, jak świece gasnące, ale palcie się jasnym płomieniem, aby jego blask był dostrzegany wokół was. Bądźcie rzeczywiście solą tej ziemi. Miłujcie Pana całym sercem, całą duszą, wszystkimi myślami, z całych swoich sił i noście w pokorze krzyże, którymi was obarczył, bo nie znacie dnia ani godziny, kiedy i was odwoła z tej ziemi. Czuwajcie, kochani moi przyjaciele, i módlcie się o siebie nawzajem i o mnie, piszącego te słowa. Pan jest wielki, On jest cudowny, Jego miłość nie ma granic i dotyka nas codziennie. Dlatego nie folgujcie sobie, ale trwajcie w wierze; chwalcie Jego najwspanialsze na świecie Imię i służcie Mu jak tylko potraficie najlepiej, póki jeszcze trwa życie w waszych ciałach.
 W jak strasznym zaślepieniu żyje większość chrześcijan! Żyją, nurzając się w grzechach nieczystości, samolubstwa, pychy, nienawiści, pijaństwa, oziębłości względem Boga i Słowa Jego i ani przez jedną chwilę nie lękają się piekła. Nie mają pewności, że będą zbawieni. To nie są prawdziwie wierzący.

    Drogi Czytelniku, zaklinam cię, jeżeli dotąd nie narodziłeś się na nowo i dalej postępujesz w swoich grzechach, to zadrżyj przed potęgą szatana i schroń się w objęciach miłości Chrystusa, twojego Zbawiciela. Jeszcze dzisiaj rozpocznij nowe życie w mocy Jezusa i zawrzyj nowe przymierze z Panem Bogiem. Jeszcze dzisiaj czas łaski trwa. Nie zwlekaj więc, bo teraz jeszcze zdążysz. Za chwilę może być za późno.

- Andrzej Hławiczka

 

RADOŚĆ  W  ŻYCIU  CHRZEŚCIJANINA

czyli

O  UWIELBIANIU  BOGA  PIEŚNIĄ  RADOSNĄ


   "Śpiewajcie Panu pieśń nową! Śpiewaj Panu, wszystka ziemio! Gdyż Bóg rozweselił serce i myśl przez swego miłego Syna, którego dał dla naszego ratunku od grzechu, śmierci i diabła. Kto temu szczerze wierzy, nie może inaczej jak z ochotą śpiewać i z radością opowiadać, aby i inni to usłyszeli i przyszli."
KS. DR MARCIN LUTER

   Niejednokrotnie, zwłaszcza na łamach różnych czasopism chrześcijańskich, porusza się problematykę związaną z radosnym uwielbianiem Boga pieśniami (i piosenkami) religijnymi. Zwraca się przy tym często uwagę na fakt, że wiele pieśni kościelnych, zwłaszcza tych najbardziej tradycyjnych, śpiewanych jest z nadmiernym namaszczeniem i powagą, co zazwyczaj postronnemu obserwatorowi kojarzy się wręcz z ponuractwem i smutkiem. W ten sposób bardzo często pieśni kościelne - zamiast zachęcać do przyjścia do Chrystusa i poznania Pana - odstręczają (zwłaszcza ludzi młodych) od bliższej znajomości z Kościołem Jezusa Chrystusa.
 Dlaczego tak jest? Czy tak ma być? Co mówi o tym Biblia?

1. Powód do radości, służenie radością i dążenie do niej

   Najważniejszy powód do radości znalazłem w nastę-pującym wierszu Nowego Testamentu: "Wszakże nie z tego się radujcie, iż duchy są wam podległe, radujcie się raczej z tego, że imiona wasze w niebie są zapisane" (Łuk. 10:20). Zastanawiałem się, czy jest to możliwe, aby osoba nowonarodzona przez świadome przyjęcie do serca Jezusa Chrystusa, a więc naprawdę ufająca i miłująca Boga, mogła tak się zachowywać podczas śpiewu pieśni kościelnej, jak opisuje to umieszczony na wstępie cytat. Radość z faktu naszego narodzenia się na nowo nie może być ukrywana wewnątrz nas. Musi ona promieniować na zewnątrz, aby mogła być odczuwana przez sąsiadów, porywać innych i sygnalizować otoczeniu, że mamy prawdziwy powód do radości. Powinni oni w naszej radości dostrzec, że naprawdę jesteśmy Chrystusowi i że On w nas wzrasta, a nasze "ja" maleje (Jan 3:30). "Radujcie się w Panu zawsze; powtarzam, radujcie się" (Fil. 4:4, a także 1 Tes. 5:16).

    Radowanie się jest apostolskim wezwaniem: "...Radujcie się i cieszcie..." (Fil. 2:18), "Bracia moi, radujcie się w Panu. Pisać do was jedno i to samo nie przykrzy mi się, dla was zaś jest to zabezpieczeniem" (Fil. 3:1).

    Podstawą naszej radości jest nasz Pan - Jezus Chrystus. Mając taką podstawę, powinniśmy radować się a nawet okazywać tę radość na zewnątrz i to niezależnie od tego, czy śpiewamy, czy też nie. Radość jest objawem zdrowia duchowego, podobnie jak sprawność fizyczna świadczy o zdrowym ciele.

    Stanem przeciwnym do radości jest jej brak, smutek lub ponurość. Uczucie smutku może być wywołane na przykład żalem z powodu uświadomienia sobie naszych ostatnich grzechów (w tym przypadku brak radości na twarzy jest uzasadniony, bo jest pochodzenia Bożego). Bardzo często jednak przyczyny, dla których twarz jest ponura i smutna, są zupełnie inne i wynikają raczej z utraty ufności, nadziei, czasami nawet i wiary. Ponury wyraz twarzy może kojarzyć się z nieznajomością Boga, czy też oddaleniem się od Niego. W przypadku chrześcijanina, który ma świadomość, że jest dzieckiem Bożym, jest to zupełnie niezrozumiałe i może świadczyć o braku konsekwencji w praktycznym stosowaniu Słowa Bożego we własnym życiu.

    Apostoł Paweł tak pisze o radości: "Albowiem Królestwo Boże, to nie pokarm i napój, lecz sprawiedliwość i pokój, i radość w Duchu Świętym. Bo kto w tym służy Chrystusowi, miły jest Bogu i przyjemny ludziom. Dążmy więc do tego, co służy ku pokojowi i ku wzajemnemu zbudowaniu" (Rzym. 14:17-19). Nie tylko sprawiedliwość i pokój, ale także radość. Te trzy elementy występują razem obok siebie. Nie tylko pokojem i sprawiedliwością mamy służyć Chrystusowi, ale także radością. Wtedy bowiem stajemy się mili nie tylko Bogu, ale także i ludziom. Wystarczy sprawdzić we własnym życiu, czy mili jesteśmy dla kogoś wtedy, gdy mamy radosną twarz, czy też wtedy, kiedy jest ona smętna lub wręcz ponura. Mamy nie tylko tym służyć, ale także winniśmy dążyć do tego, aby radość nasza była zauważalna, bo właśnie wtedy możemy pomóc wzajemnemu zbudowaniu i pokojowi.

    Wezwanie do radowania się znaleźć można także w listach Apostoła Piotra: "...Weselicie się radością niewysłowioną i chwalebną..." (1 Piotra 1:8), "Weselcie się z tego (z żywota wiecznego czyli zbawienia), mimo że teraz na krótko, gdy trzeba, zasmuceni bywacie różnorodnymi doświadczeniami" (1 Piotra 1:6). Mamy się więc weselić pomimo różnych smutnych doświadczeń. Nawet w takich sytuacjach jak ta, opisana przez Apostoła Pawła: "Cierpieliście bowiem wespół z więźniami i przyjęliście z radością grabież waszego mienia, wiedząc, że sami posiadacie majętność lepszą i trwałą" (Hebr. 10:34).

    Niejeden czytelnik tej książeczki powie zapewne, że posiada przecież radość wewnętrzną. Cóż jednak z tego, skoro nie udziela się ona otoczeniu? Jej promieniowanie nie jest przez nie odczuwane. Radość zewnętrzna bez umotywowanej naszym Zbawicielem radości wewnętrznej jest na pewno radością sztuczną. Nie okazywana na zewnątrz radość wewnętrzna jest natomiast z pewnością radością niepełną. Pełną radością możemy dopiero nazwać tę, która widoczna jest na zewnątrz: w śpiewie, na twarzy, w naturalnych odruchach ciała; radość wypływającą z niewyczerpanego źródła, jakim jest nasz Pan, Jezus Chrystus (Jan 4:14). Radość ta jest nierozerwalnie związana ze stanem naszej duszy, zależy od naszego pokoju z Bogiem i od naszego poziomu społeczności z Nim na co dzień, na przykład kontaktu przez modlitwę. Tak przepełnieni radością ludzie dosłownie zarażają innych swoim radosnym nastawieniem do bliźnich, swoją widoczną miłością do nich i do Zbawiciela.

2. Hamulce powstrzymujące radość

 Dlaczego w czasie nabożeństw w tak wielu kościołach chrześcijańskich widzi się tyle smutnych, a czasem ponurych twarzy? Odpowiedź na to pytanie znalazłem w Psalmie Dawidowym:

  "Zakryj oblicze swoje przed grzechami moimi
  I zgładź wszystkie winy moje.
  Serce czyste stwórz we mnie, o Boże,
  A ducha prawego odnów we mnie!
  Nie odrzucaj mnie od oblicza swego
  I nie odbieraj mi swego Ducha świętego!
  Przywróć mi radość z wybawienia Twego
  I wesprzyj mnie duchem ochoczym!"
(Ps. 51:11-14).

 Hamulcem powstrzymującym naszą radość jest na przykład jakiś nasz nie wyznany grzech, chociażby zawiść, niechęć lub krytyczny albo nieprzebaczający duch. Innym hamulcem może być Boże karcenie, które nigdy nie jest radosnym doświadczeniem. Użalamy się wtedy nad sobą, gdyż uważamy, że nie zasłużyliśmy na karcenie. Gdybyśmy jednak zastanowili się i dostrzegli, jak bardzo jesteśmy źli i niedobrzy, wówczas przyjęlibyśmy karę z radością. Taka jest bowiem Boża droga zwalczania w nas grzechu i jego nawyków (por. Hebr. 12:11).

    Jeszcze innym hamulcem bywają próby i doświadczenia wiary. Bez graniczącego z bólem wysiłku i potu podczas ćwiczeń, sportowcy nie odnosiliby swoich zwycięstw. Podobnie jest z nami, a biblijnym przykładem jest Job (1:21, 34:9 i inne wiersze Księgi Joba).
   Pamiętajmy jednak, że Boża wierność jest niezmienna. Dlatego powinna być ona dla nas pociechą w chwilach prób, a nie powodem do załamywania się: "Albowiem Pan nie odrzuca na wieki: Gdy zasmuca, znowu się lituje według obfitości swojej łaski" (Treny 3:31-32). Dzięki pomocy Ducha Świętego możemy być wypełnieni radością płynącą z naszego zbawienia i możemy radować się nawet wśród trosk i prób.

    Radość jest owocem Ducha Świętego (Gal. 5:22). To On, Duch Święty, wykorzystuje Słowo Boże, aby wzbudzać radość w naszych sercach. "I wzywaj mnie w dniu niedoli, wybawię cię, a ty mnie uwielbisz!" (Ps. 50:15). Duch Święty pociesza nas i powoduje, że potrafimy się radować. Działa On jednak, kiedy zechce i w taki sposób, jak zechce. Dlatego musimy czekać z wiarą i cierpliwością, aż ożywi w nas Słowo Boże i zastosuje je w naszych sercach. Przedtem jednak zawsze musimy wyznać swój grzech, zapomnieć o nim i zaufać ponownie naszemu Panu. "A Bóg nadziei niechaj was napełni wszelką radością i pokojem w wierze, abyście obfitowali w na-dzieję przez moc Ducha Świętego" (Rzym. 15:13).

3. Śpiewanie z radością radosnych pieśni

    Dążenie do radości i okazywanie jej - jak już zauważyliśmy wcześniej - jest realizacją biblijnego wezwania i wynikiem działania w nas Ducha Świętego. Świadomie wierzący chrześcijanie świecą pełnym blaskiem, a nie kopcą jak pozbawione płomienia świece. Również podczas nabożeństwa niedzielnego, a szczególnie podczas śpiewu pieśni kościelnych! Pieśń taka nie może być śpiewana bezmyślnie, biernie i ze smętną twarzą. Powinna być śpiewana z przejęciem, w radosnym uniesieniu, z rozpromienioną uśmiechem twarzą - pobudzającą sąsiada i przypominającą mu, że mamy podstawę do radości. Oczywiście to nie może być sztuczne, ale musi wypływać z naszego odrodzonego i przepełnionego radością serca.

    Radość wyrażana jest także w słowach pieśni kościelnej, jej żywym rytmie i ruchliwej melodii. Szczególnie dotyczy to pieśni ewangelizacyjnych, których nastrój powinien być radosny, a nie smętny. Bardzo interesujące poglądy na temat pieśni kościelnych znaleźć można w dwóch artykułach, wydrukowanych w popularnym "Kalendarzu Ewangelickim" (Pieśń kościelna wśród dzieci i młodzieży - 1971, str. 167-173; Pieśń jako środek misyjny - 1972, str. 158-161). Autor obu artykułów, dziś już nieżyjący, był znanym muzykologiem i uznanym kompozytorem. Artykuły swe pisał w wieku 75 lat, a więc jako człowiek w starszym wieku. Papier, na którym wydrukowano te artykuły, pożółkł już ze starości, a przecież zawarte w nich myśli nie utraciły aktualności. Wynika to z faktu, że motywację do napisania wspomnianych artykułów ich autor czerpał z Biblii i z prawdziwego umiłowania swego Zbawiciela, Jezusa Chrystusa, któremu służył z radością przez całe życie. Oto jego myśli:

    "Pieśni z czasów Lutra były pieśniami o nastroju radosnym, porywały żywą rytmiką i dlatego stały się nosicielami nowej wiary i orężem Reformacji. Następujący w późniejszych czasach proces upraszczania i ujednolicania melodii kościelnych pozbawił pieśni reformacyjne ruchliwości rytmicz-nej i stał się przyczyną przekształcenia ich w chorały. (...) Chorał jest pieśnią śpiewaną w wolnym tempie, a to nie odpowiada usposobieniu człowieka żyjącego w szybkim tempie końca dwudziestego wieku. Jeszcze mniej odpowiada to młodzieży, do której chorał nie przemawia pomimo wspaniałych treści słownych. (...) Młodzież oczekuje pieśni żywych, rytmicznych, o tekście obrazowym, przemawiającym do wyobraźni. (...) Królowa instrumentów - organy, które były przez wieki najodpowiedniejsze w kościele do śpiewu chorałów - należą już do innego świata niż ten, w którym żyje dzisiejsza młodzież. Łączony, przeciągły dźwięk organów nadaje się znakomicie do podkreślania melodii, ale są one pozbawione w swej strukturze możliwości podkreślania rytmu, nie mogą podawać akcentów, tak jak modne dziś instrumenty - fortepian, gitara, bębny, kontrabas, zwłaszcza szarpany. (...) Nasze chóry kościelne są tzw. chórami a capella, to znaczy chórami bez towarzyszenia instrumentów. Ten typ chórów w muzyce świeckiej powoli zanika i nie porywa już dzisiejszej młodzieży. Należy więc, w myśl wskazań biblijnych, więcej miejsca poświęcić towarzyszącej chórowi grze na instrumentach. (...) Żeby młodzież porwać dla Boga, kierownik śpiewu czy muzyki instrumentalnej musi mieć w sobie coś sugestywnego. Młodzież lubi prowadzącego, który 'wychodzi z siebie', prowadzi z przejęciem, z życiem, bezpośrednio, 'z ogniem', ale przede wszystkim radośnie. Jeśli stanie przed nią sopel lodu, to nieuchronną reakcją będzie zniechęcenie, chłodne serce, które zwróci się tam, gdzie jest więcej ognia, bez względu na to, jakiego pochodzenia. (...) Młodzież potrzebuje zawsze w pieśni czegoś nowego, świeżego, porywającego, co mogłoby się w pewnym stopniu przeciwstawić powodzi zmysłowej, destrukcyjnej piosenki lekkiej, tak niebezpiecznej dla swej pociągającej szaty."
(Pieśń kościelna wśród dzieci i młodzieży)

     "Prócz głoszenia radosnej wieści o znaczeniu krzyża i krwi Chrystusowej dla każdego człowieka dużą rolę odgrywa także śpiewanie pieśni, wytwarzających ciepłą atmosferę, łagodną dla przyjęcia Ewangelii. (...) Pieśni ewangelizacyjne mówią o pokoju, który przewyższa wszelki rozum (Fil. 4:7), wyrażają radość niewysłowioną (1 Piotra 1:8) człowieka, który uwierzył w Jezusa. Odpowiednikami muzycznymi tych uczuć są melodie żywe, rytmiczne, pełne treści emocjonalnej. (...) Istnieje wyraźna różnica między luterską pieśnią kościelną, która jest wyrazem wiary, a pieśnią ewangelizacyjną, której zadaniem jest porwać, pobudzić, skłonić do przyjęcia Ewangelii o krzyżu Chrystusa. (...) Wezwanie Dawida 'śpiewajcie pieśń nową' powinno być realizowane co roku przez wzbogacanie repertuaru pieśni o kilkanaście nowych. Do nauki nowych melodii konieczna jest pomoc instrumentów. Jeżeli lekka piosenka wymaga akompaniamentu instrumentalnego, to ewangelizacyjna pieśń religijna, chcąc konkurować z lekką piosenką o banalnych tekstach, musi być oparta na większej liczbie instrumentów."
(Pieśń jako środek misyjny)

4. Inne biblijne formy wyrażania radości

 Nowonarodzeni chrześcijanie, wdzięczni Bogu za to, co uczynił na krzyżu Jezus Chrystus, gorąco pragną wyrażać radość i uwielbienie dla swojego Pana. Przyzwyczajani jesteśmy od dziecka do oddawania czci naszemu Bogu w duchu i w prawdzie (Jan 4:23-24) i mamy świadomość, że nasze zbawienie winno być sprawowane "z bojaźnią i ze drżeniem" (Fil. 2:12), a świątobliwość ma być dopełniana "w bojaźni Bożej" (2 Kor. 7:1), co może tłumaczyć wyrażaną "smutnymi minami" powagę naszego nabożeństwa. A przecież uwielbianie Boga można wyrażać także w formach, będących nośnikami radości:
 - graniem i radosnymi okrzykami ("Grajcie pięknie z okrzykiem radosnym!" - Ps. 33:3b);
 - przy użyciu trąb, harf, cytr, bębnów, strun, fletów, cymbałów dźwięcznych i głośnych (Ps. 150:3-5);
 - klaskaniem i wykrzykiwaniem ("Wszystkie narody, klaskajcie w dłonie! Wykrzykujcie Bogu głosem radosnym!" - Ps. 47:1);
 - wznoszeniem rąk ("Tak błogosławić Cię będę, póki życia mego, w imieniu Twoim podnosić będę ręce moje" - Ps. 63:5, a także Ps. 134:2 i 1 Tym. 2:8);
 - chwaląc Go głosem ("Będę błogosławił Pana w każdym czasie, chwała Jego niech będzie zawsze na ustach moich" - Ps. 34:2),
 - nawet tańcem i pląsaniem ("Tańczył też Dawid z całej siły przed Panem..." - 2 Sam. 6:14, a także Ps. 150:4).

    Po przeczytaniu tych kilku wersetów można przyjąć, że Pan Bóg kocha nas takimi, jakimi jesteśmy, i akceptuje nasze naturalne predyspozycje do wyrażania uwielbienia i radości.
 Pragniemy uwielbiać Boga śpiewem, na pewno również wielu spośród nas odczuwa potrzebę wielbienia Boga grą na rozmaitych instrumentach (między innymi na bębnach), klaskaniem, radosnymi okrzykami. Jeżeli znajdujemy się w miejscu szczególnie przeznaczonym dla uwielbiania Boga, na przykład w kaplicy czy w kościele, to jest czymś naturalnym, że pragniemy Go uwielbiać zgodnie z tym, co nam dyktuje serce. Czasami jesteśmy jednak skrępowani pewnymi formami, wynikającymi z tradycyjnych i powszechnie przyjętych zasad, dotyczących zachowania się w miejscu wspólnych modlitw. Obawiamy się też reakcji podobnej do tej, jaką okazała córka Saula na widok skakającego i tańczącego Dawida (2 Sam. 6:14-16). Dostosowujemy się więc do powszechnie przyjętego stylu zachowania się w kościele, jednak może wielu z nas czyni to wbrew swojemu przekonaniu. A czy jest to właściwe? ("...Wszystko zaś, co nie wypływa z przekonania, jest grzechem" - Rzym. 14:23b). Przytoczony cytat uświadamia nam równocześnie równoległą prawdę, że nikogo nie można i nie wolno przymuszać do uzewnętrzniania radości wbrew wrodzonemu charakterowi czy temperamentowi.

    Podczas wyjazdów zagranicznych do Holandii, Anglii, Kanady i Stanów Zjednoczonych brałem udział w niedzielnych nabożeństwach i spotkaniach różnych społeczności chrześcijańskich. Uwielbiano na nich Boga zarówno grą na wielu różnych instrumentach muzycznych, jak również radosnym śpiewem i wykrzykiwaniem na Bożą chwałę, klaskaniem i wznoszeniem rąk do góry. Atmosfera tych nabożeństw była zawsze pełna czci i szacunku dla Bożego majestatu, ale także i radości, wyrażanej w naturalny ludzki sposób, który Bóg na pewno akceptuje.

    Od dawna nie zaliczam się do młodzieży, mimo to jednak odczuwam w sercu naturalną, młodzieńczą potrzebę wyrażania radości z powodu życia wiecznego, jakim Bóg nas obdarował. Dlatego - podobnie jak ludzie młodzi - podczas wspólnego śpiewu w kościele pragnę klaskać w dłonie, podnosić ręce w górę i słuchać akompaniamentu gitar, fletów i bębnów. Ciągle czekam na chwilę, kiedy w każdym kościele będę mógł słuchać radosnego śpiewu nowych pieśni, uwielbiających Boga przy wtórze wielu różnych instrumentów muzycznych. Cała moja nadzieja w tym, że nasze kościelne zachowania, wynikające z utartych zwyczajów, ulegną podobnym przeobrażeniom, jakim ulega cały świat wokół nas.

    O tym, że można wyzbyć się pewnych uprzedzeń w stosunku do tego, co nowe w muzyce, świadczy przykład mojego ojca. Kiedy byłem jeszcze studentem Politechniki, a było to w pierwszej połowie lat sześćdziesiątych, słuchałem utworów Bacha w wykonaniu jazzowego zespołu wokalnego. Każda melodia polifonicznego dzieła Bacha była śpiewana przez oddzielnego wokalistę czy wokalistkę. Tłem był kontrabas i niezwykle delikatnie brzmiąca perkusja. Razem tworzyło to niezwykle oryginalną, efektowną i zarazem piękną parafrazę utworu Bacha. Pomimo to mój ojciec, miłośnik i wykonawca organowej muzyki Bacha, zareagował bardzo negatywnie, mówiąc: "Cóż to za profanacja muzyki Bacha!". Kilka lat później, kiedy ten utwór, wielokrotnie powtarzany w radiu, przestał już szokować uszy znawców i miłośników Bacha, ojciec znowu znalazł się w moim pokoju, gdy słuchałem tego samego wykonania wspomnianego wcześniej utworu. Teraz jednak reakcja ojca była zupełnie inna. Powiedział: "Ależ to bardzo ciekawa i interesująca interpretacja muzyki Bacha!".

*   *   *

 Każde chrześcijańskie nabożeństwo jest szczególnym wyrazem spotkania się z Bogiem ludzi, tworzących określoną społeczność. Jest to okazja do rozważania Słowa Bożego i przyjmowania tego, co ono mówi, jest to sposobność do wspólnej modlitwy, a nade wszystko jest to sposobność do wielbienia Boga i dziękowania Mu za wszystkie łaski i dobrodziejstwa, a zwłaszcza za Jego wielką miłość i będące jej rezultatem cudowne zbawienie.
 W nabożeństwie uczestniczą ludzie, szukający niejednokrotnie uciszenia i uspokojenia swojej duszy - i odpowiada im zwłaszcza spokojny i podniosły nastrój, stosowna forma i wiążąca się z tym muzyka, pieśni itp. Są jednak też i tacy, którzy pragną uwielbiać Boga radosnym śpiewem, muzyką, słowem - i na wszelkie inne sposoby, może nawet i takie, których dotąd nie spotkaliśmy w kościele.

    Wydaje się więc, że byłoby dobrze, gdyby - obok nabożeństw tradycyjnych pod względem formy - znalazło się miejsce i dla takich, gdzie mogłyby być stosowane (obok albo i zamiast organów) instrumenty dęte, szarpane i inne. Zespoły młodzieżowe (kilku lub kilkunastoosobowe) mogłyby służyć nowymi pieśniami. Uczestnicy nabożeństwa mogliby, trzymając się za ręce, opowiadać o własnych, istotnych dla nich przeżyciach duchowych. Każdy mógłby włączyć się do wspólnej modlitwy - i to nie tylko myślą, ale i głosem, przy czym oczywiście modlący się nie mogliby zagłuszać się wzajemnie. Forma nie przytłaczałaby treści, co oczywiście nie znaczy, że tego typu nabożeństwo odbywałoby się bez pewnego przyjętego porządku.

    Jestem pewny, że na takim nabożeństwie wypełniająca ludzkie serca radość będzie wylewać się obficie na zewnątrz w uwielbianiu naszego Pana i Zbawiciela, Jezusa Chrystusa. Jestem pewny, że to radosne uwielbianie udzieli się także tym, którzy wcześniej nie mieli radosnego nastroju. Radość z faktu naszego zbawienia udzieli się także innym oraz pobudzi do myślenia tych, którzy tej radości po prostu nie mają, ponieważ jeszcze nie narodzili się na nowo (Jan 3:3).

(Powrót do części czwartej)

(Powrót do "Lektur")

 
Copyright (c) 2000 - 2018 Ruch Nowego Życia
All Rights Reserved
[ created by hornet.com.pl ]
WEB interface