|
 Dr John Lennox, matematyk z Oksfordu, wygłosił gościnnie na naszej konferencji referat na temat „Redukcjonizm w nauce i etyce”.
Reductionism in Science and in Ethics
dr. John Lennox
University of Oxford
Mathematical Institute
Materialistic atheism tells us that human thoughts are in the end simply motions of atomic or subatomic particles in the brain. So, human brain is the end product of an unguided, mindless process proceeding according to the laws of nature. So why should I believe any theory which is in it developed? So, in effect, materialistic atheism undermines the rationality which science respect.
Ateizm materialistyczny mówi nam, że myśli człowieka są w efekcie po prostu ruchami atomów lub subatomowych cząstek w ludzkim mózgu. Czyli ludzki mózg jest końcowym produktem bezcelowego, niekierowanego żadnym umysłem procesu zachodzącego według praw natury. Tak więc, dlaczego miałbym wierzyć w jakąkolwiek teorię wygenerowaną przez ten mózg? Czyli w efekcie okazuje się, że materialistyczny ateizm podważa samą racjonalność na której nauka się przecież opiera.

 Dwa tygodnie przed naszą konferencją dr Lennox wziął udział w publicznej debacie panelowej na Alabama State University jako adwersarz znanego na świecie walczącego z chrześcijaństwem ateisty Richarda Dawkinsa. Na konferencji NEW'07 odbyła się projekcja wideo z tej debaty.


Ewolucja Czy Konserwatyzm Genetyczny?
Prof. dr hab. Janusz S. Keller
Szkoła główna Gospodarstwa Wiejskiego
Wydział Nauk o Żywieniu Człowieka i Konsumpcji
Aby móc rozsądnie dyskutować na temat ewolucjonizmu, trzeba uzmysłowić sobie przede wszystkim, że teoria ta powstała 150 lat temu i że nasza współczesna wiedza z zakresu nauk biologicznych niewiele ma już wspólnego z tą, jaką dysponował Darwin. Aby w jakimś grubym choćby przybliżeniu scharakteryzować ten dystans powstały w wiedzy z zakresu objętego teorią ewolucji, przyjrzyjmy się niektórym tylko najważniejszym odkryciom poczynionym po śmierci Darwina.
Od cechy do genu
Jako jeden z przykładów świadczących o wielkości tego dystansu może tu służyć choćby fakt, że w czasach Darwina nie istniało jeszcze nawet pojęcie „genu” jako podstawowej materialnej jednostki dziedziczności, bowiem zostało ono wprowadzone do nauki dopiero przez W.L. Johannsena w 1909 r. W XIX w organizm żywy rozpatrywany był głównie na poziomie cech zewnętrznych, widzialnych i mierzalnych, tak zwanych fenotypowych, czego wymownym dowodem może być dzieło życia innego wielkiego biologa żyjącego wówczas, a mianowicie J.G. Mendla. (...)
Darwin nie znał prawdopodobnie prac Mendla, ale omawiane prawa dowodzą, że w połowie XIX w. cechy fenotypowe traktowane były jako jednostki autonomiczne, a integralność całego organizmu była niedoceniana. Pierwszy chyba istotniejszy wkład do tej dziedziny wiedzy wniosły dopiero w pierwszej połowie XX w. prace amerykańskiego twórcy cytogenetyki, T.H. Morgana, który w roku 1933 otrzymał Nagrodę Nobla za sformułowanie chromosomowej teorii dziedziczenia, co przeniosło płaszczyznę rozważań o dziedziczności na poziom komórkowy, wskazując na istnienie niejako wydzielonej substancji dziedzicznej organizmów zlokalizowanej w ich komórkach. Prawdziwy przełom w genetyce spowodowało jednak dopiero odkrycie struktury i znaczenia kwasów nukleinowych oraz ich roli w mechanizmie biosyntezy białka, za które to badania F.H.C. Crick, J.D. Watson oraz M.H.F. Wilkinson otrzymali Nagrodę Nobla w roku 1962.
W drugiej połowie XX wieku nowe odkrycia w fizjologii, biochemii, genetyce molekularnej, genetyce populacji i ekologii potoczyły się tak lawinowo, że obecnie można śmiało zaryzykować twierdzenie, że rozważania biologów z połowy wieku XIX mają dla nas znaczenie głównie historyczne. (...)
Po sformułowaniu i rozwinięciu w XX w. chromosomowej teorii dziedziczności neodarwiniści rozszerzyli koncepcję Darwina o teorię mutacji, rozumianej szeroko jako spontaniczne, bezkierunkowe zmiany zachodzące w strukturze chromosomów (aberracje chromosomów, crossing-over), ich liczbie (haploidalność, poliploidalność), rekombinacjach oraz w budowie pojedynczych genów (mutacje punktowe). Spośród tego całego wachlarza zmian o charakterze dziedzicznym dla procesu powstawania nowych cech w jakichś populacjach istot żywych tylko mutacje punktowe wnoszą do puli substancji dziedzicznej nowe geny, nieistniejące dotychczas w tych populacjach. Wszelkie rekombinacje i aberracje chromosomowe zmieniają jedynie zmienność osobniczą w obrębie jakiejś populacji, a więc częstość występowania poszczególnych genów już istniejących w genomach pojedynczych osobników, ale nie wzbogacają tych genomów.
Posługując się językiem współczesnym można uogólnić, że prawdopodobieństwo kumulowania się „dodatnich” efektów mutacji genowych zależy od częstości występowania wszystkich mutacji w jakiejś populacji istot żywych w określonym miejscu i czasie, od procentu mutacji „korzystnych”, niezbędnych dla ukształtowania się określonego nowego narządu, oraz od maksymalnego okresu czasu, w jakim określone mutacje występowały, a jaki jest dostępny dla naszych badań w zakresie zapisu kopalnego. Szereg matematyków usiłowało wykonać takie obliczenia; jeden z nich, Stanisław Ulman, obliczył na przykład, że rozwinięcie się oka na drodze kumulowania się mikromutacji jest zupełnie nieprawdopodobne, ponieważ czas, w jakim taki proces musiałby zajść, byłby dłuższy od okresu czasu, jaki według naszej wiedzy archeologicznej moglibyśmy w ogóle brać pod uwagę w historii kuli ziemskiej. Gdy obliczenia swoje Ulman przedstawił w 1967 r. w filadelfijskim Instytucie Wistar, usłyszał od darwinistów, że musiał pomylić się w swoich obliczeniach, ponieważ powstanie oka w procesie ewolucji jest przecież faktem. Gdyby obecnie wykonać takie obliczenia, jakie zaprezentował Ulman 40 lat temu, wnioski z nich płynące byłyby jeszcze o wiele trudniejsze do przyjęcia przez wyznawców ewolucjonizmu, niż wówczas, o czym świadczą wszystkie wymienione powyżej zdobycze biochemii i genetyki molekularnej.
Ewolucja a informatyka
Pod koniec XX w. powstała i szybko rozwinęła się nowa gałąź nauki – informatyka, która zwróciła uwagę na coś zupełnie nowego, ale istniejącego realnie w świecie ożywionym i nieożywionym, a mianowicie na informację zawartą we wszystkich systemach technicznych, w systemach biologicznych, a nawet – w dziełach sztuki i stanowiąca niematerialną ich bazę. W ostatnich latach prof. Werner Gitt z Uniwersytetu w Brunszwiku sformułował definicje kilku cech charakteryzujących informację:
1) informacja jest fundamentalną wielkością niematerialną, a nie – właściwością materii;
2) coś materialnego, jak procesy fizyczne czy chemiczne, nie może stworzyć informacji;
3) informacja nie może powstać w procesach statystycznych;
4) informacja potrzebuje fizycznego lub chemicznego systemu dla zapisu i przenoszenia;
5) nie ma informacji bez kodu;
6) każdy kod jest zbiorem znaków, powstałym pod wpływem inteligencji, opartym o wzajemną umowę pomiędzy nadawcą i odbiorcą;
7) nowa informacja nie zaistnieje bez inteligentnego i zorientowanego na cel nadawcy;
8) określenie lub rozpoznanie znaczenia jakiegoś kodu jest procesem duchowym, który wymaga inteligencji;
9) każdy proces przekazania informacji można prześledzić wstecz, dochodząc do inteligentnego źródła.
W okresie ostatnich 50 lat powstała nowa dziedzina wiedzy, genetyka molekularna, która wykazała, że cała informacja genetyczna przekazywana z pokolenia na pokolenie zawarta jest w bardzo oryginalnym związku chemicznym, kwasie deoksyrybonukleinowym (DNA), zlokalizowanym w zasadzie w jądrze komórkowym, ale znajdującym się także częściowo i w innych strukturach komórkowych, zwanych mitochondriami. Okazało się, że DNA jest polimerem zbudowanym z 4 rodzajów podjednostek zwanych deoksyrybonukleotydami. Pojedynczy deoksyrybonukleotyd składa się z prostego węglowodanu zwanego deoksyrybozą, jednej z czterech zasad organicznych (adeniny, guaniny, cytozyny i tyminy) oraz z kwasu fosforowego. Te cztery podjednostki stanowią jakby cztery litery kodu genetycznego, a z nich z kolei tworzone są w różnych kombinacjach trzyliterowe „wyrazy”. W jądrze komórkowym człowieka znajduje się około trzech miliardów takich wyrazów i sa one pogrupowane w najrozmaitsze sekwencje. Nie wchodząc w mechanizmy biochemiczne związane z przenoszeniem informacji genetycznej na poziom syntezy białek w komórce, można uogólnić, że sekwencja poszczególnych „wyrazów” w określonym fragmencie nici DNA „odpowiada” za sekwencję odpowiednich aminokwasów w jakimś łańcuchu peptydowym, który stanowi tak zwaną strukturę pierwszorzędową białka syntezowanego w komórce. Fragment nici DNA odpowiedzialny za syntezę jednego łańcucha peptydowego nazywa się genem. Biorąc pod uwagę, że aminokwasów wbudowanych w białka jest 20, ilość ich możliwych sekwencji w łańcuchu peptydowym jest tak duża, że zawarta w nich informacja jest wystarczającą instrukcją do budowy wszystkich rodzajów komórek ciała, tkanek i narządów wewnętrznych i struktury całego organizmu oraz realizowania wszystkich wszystkich funkcji biologicznych w najróżniejszych warunkach. Gęstość i kompleksowość rozszyfrowanej aktualnie przez człowieka informacji zakodowanej w DNA jest miliardkrotnie większa od możliwości naszej współczesnej technologii i wynosi wynosi 1,88 x 1021 bitów na 1 cm3.
Konserwatyzm genetyczny
Powielanie materiału genetycznego zachodzące podczas podziałów komórkowych charakteryzuje się niezwykłą precyzją. Proces ten nie zachodzi spontanicznie, lecz jest sterowany przez cały zespół enzymów zwanych polimerazami DNA. Do niedawna uważano, że u bakterii E. coli zespół ten składa się z 3 enzymów, u człowieka – z 5, jednak obecnie są już doniesienia, że liczby te wynoszą odpowiednio 5 i 16. Jest oczywiste, że w czasie całej bardzo złożonej replikacji materiału genetycznego zdarzają się również pomyłki. W przybliżeniu przyjmuje się, że polimerazy kopiują około 1000 nukleotydów na sekundę, przy czym mylą się raz na 100 000 poprawnie „wstawionych” w nić DNA nukleotydów. Nie można uważać, żeby była to precyzja zadowalająca. Przy bliższym zbadaniu okazało się jednak, że omawiane enzymy posiadają przedziwną właściwość, tak zwaną aktywność edytorską, dzięki której mogą wycinać nukleotydy błędnie wkomponowane w nić DNA, dzięki czemu wierność procesu replikacji zwiększa się około 100-krotnie. Ponadto w komórce znajduje się inny jeszcze mechanizm zwiększający dokładność replikacji, tak zwany postreplikacyjny system naprawy błędnie sparowanych zasad (ang. MMR) , dzięki któremu precyzja kopiowania wzrasta jeszcze 1000 razy. Tak więc, w praktyce pomyłki w powielaniu materiału genetycznego zdarzają się raz na 10 miliardów. Biochemicy stwierdzili ponadto, że białka minimalnie źle zsyntetyzowane (na przykład w wyniku mutacji jakiegoś genu), podobnie jak białka obce, które wniknęły do komórki, są w niej natychmiast rozpoznawane i degradowane przez kilka wewnątrzkomórkowych systemów enzymatycznych, jak lizosomalne katepsyny, czy cytosomalne ubikwityny.
W wielu badaniach z zakresu genetyki molekularnej stwierdzono, że większość genów u organizmów eukariotycznych (posiadających jądro komórkowe) nie ulega ekspresji (nie bierze udziału w syntezie białek), dopóki nie zostaną one uaktywnione przez przyłączenie się do nici DNA odpowiednich, specyficznych białek, zwanych aktywatorami, lub czynnikami transkrypcyjnymi. Najogólniej to ujmując, ekspresja genów jest uwarunkowana wieloma czynnikami środowiskowymi i cały ten proces jest obecnie nazywany interakcją genotypu i środowiska.
Rozwój inżynierii genetycznej umożliwił wprawdzie w ostatnich dekadach wprowadzanie do genomów jednych gatunków roślin, czy zwierząt, fragmentów DNA pochodzących od innych gatunkowo osobników, jednak działanie to wymaga wielkiej wiedzy i bardzo specjalistycznej aparatury naukowej, a proces ten nigdy nie zachodzi w sposób naturalny.
Wszystkie powyższe rozważania z zakresu genetyki molekularnej stanowią bezpośredni dowód na istnienie silnego konserwatyzmu genetycznego, chroniącego ekspresję genów we wszystkich komórkach organizmu przed jakimikolwiek, nawet minimalnymi zmianami, których skutki dalekosiężne są jeszcze niemożliwe do przewidzenia.(...)
W przeciwieństwie do koncepcji rozwoju ewolucyjnego świata istot żywych, wiele faktów świadczy wymownie, że w obrębie każdego istniejącego na ziemi gatunku istnieje silny konserwatyzm genetyczny utrzymujący wszystkie główne cechy „swojego” gatunku w formie niezmieniającej się przez setki tysięcy lat. Żadne fakty nie wskazują obiektywnie na to, że to długość okresu czasu brana przez nas pod uwagę odgrywa tu rolę zasadniczą.
Najbardziej istotne różnice istniejące między człowiekiem, a całym światem zwierzęcym, z małpami człekokształtnymi na czele, nie sprowadzają się do cech fizjologicznych, ale leżą w sferze cech umysłowych, psychicznych, intelektualnych i duchowych, których istnienia przecież nikt nie kwestionuje. Tych różnic nie da się w ogóle wyjaśnić mechanizmami ewolucyjnymi opartymi na teorii zmienności cech, kumulujących się mutacjach i na doborze naturalnym.

Ślady Bożego Działania w Naturze z Punktu Widzenia Nauk Przyrodniczych
Dr inż. Adam Cenian
Instytut Maszyn Przepływowych PAN, Gdańsk
Forum Heweliusza, Gdańsk
Newton, ojciec nowoczesnej mechaniki, stwierdził: Ten najpiękniejszy układ słońca, planet i komet może być wynikiem jedynie mądrości i panowania inteligentnej i wszechmocnej Istoty. J. Kepler dodaje: Dziękuję Ci Stwórco i Boże, za radość w Twoim stworzeniu. Raduję się wytworem rąk Twoich. (...)
Naturalizm, obowiązująca dziś filozoficzna podstawa nauk przyrodniczych, święci tryumfy przez ostatnie parę wieków i wydaje się, że nic nie jest w stanie tego zmienić. Przeświadczenie o obiektywnym, „wiecznym” istnieniu praw przyrody oraz ich możliwości wyjaśnienia wszelkich zjawisk, w sposób logiczny wiedzie ostatecznie do odrzucenia jakichkolwiek relacji między materią a jej Stwórcą, a nawet stawia znak zapytania w kwestii Jego ważności i istnienia. A jeśli Stwórca istnieje i ingeruje w otaczającą nas obiektywną rzeczywistość? Dokąd zaprowadzi nas metoda naukowa nieuwzględniająca wszystkich możliwości i odrzucająca a priori pewne racjonalnie dopuszczalne rozwiązania? Dokąd zaprowadzi nas przekonanie o równości pomiędzy materią ożywioną i nieożywioną? Już dzisiaj niektórzy badacze w dziedzinie neurologii przyrównują swoje reakcje przy wyłączeniu komputera do „odłączenia komputera” biologicznego (człowieka).
Ponadto konsekwentne przyjęcie takiej postawy może prowadzić do swoistej społecznej schizofrenii. W niedzielę wiara i modlitwa są czymś zrozumiałym, zaś w poniedziałek nie oczekujemy już jakoby logicznie niemożliwej odpowiedzi indyferentnego w stosunku do kosmosu Boga. W Kościele wielbimy cudowne narodzenie, zbawczą śmierć i zmartwychwstanie Jezusa z Nazaretu, oficjalnie dowodzimy zaś, że jest to jedynie mit: Bóg i materia to wzajemnie nieoddziałujące na siebie sprzeczności. Możliwość Bożej ingerencji w nasze codzienne, nieświąteczne życie wydaje się niemożliwa, wewnętrznie sprzeczna; a nawet budzi strach i uczucie zagrożenia.
Skąd taki strach przed aktywnym Stwórcą – podmiotem historii i naszej codzienności? Możliwość Bożej ingerencji w nasze codzienne sprawy burzy nasz spokój, zabiera pewność siebie i przesadną ufność w nasze możliwości; może wprowadzić zamieszanie w ustalone procedury działania. I są to niepokoje częściowo uzasadnione. Jak można osądzić człowieka podejrzanego o dokonanie przestępstwa, gdy może on powołać się na działalność podmiotów niematerialnych – duchowych? Jak odróżnić naturalne, materialne przyczyny od przyczyn nadnaturalnych?
Zagadnienie to próbują rozwiązać William Dembski oraz Michael Behe, definiując pojęcie „nieredukowalnej i specyficznej złożoności” (ang. irreducible and specified complexity). Zaproponowana przez Dembskiego procedura, nazwana „filtrem wyjaśnień” (ang. explanatory filter), oparta o metody wykorzystywane w archeologii, kryptologii, w badaniach śledczych czy w programie SETI (poszukiwania pozaziemskiej inteligencji) ma umożliwiać odróżnienie działań istot inteligentnych od zjawisk powodowanych procesami deterministycznymi lub chaotycznymi – patrz np. [2].
Jeśli więc istnieje dość powszechnie akceptowana możliwość odróżnienia rezultatów oddziaływań czysto naturalnych od tych będących wynikiem inteligentnego działania, to gdzie – w jakich dziedzinach – możemy spodziewać się odkrycia śladów Bożego działania, bez konieczności liczenia się z zarzutem oddawania czci „bogu-zapchajdziurze” (ang. god of the gaps). Na to trudne i zarazem fascynujące pytanie poszukuje się dziś odpowiedzi, korzystając z wyników badań w dziedzinie kosmologii (problem początków kosmosu – teoria Wielkiego Wybuchu, zasada antropiczna), teorii informacji (zagadnienie źródeł informacji), logiki (Teoria Goedela) czy biologii (teoria inteligentnego projektu).
Teoria początku kosmosu – Wielki Wybuch
W 1916 r. Einstein zaproponował równanie nazwane później równaniem Ogólnej Teorii Względności (OTW). Równanie to (przynajmniej w jego oryginalnej formie) nie miało rozwiązań opisujących wieczny, statyczny kosmos. Rozwiązania równania OTW, w przypadku wypełnienia kosmosu materią, ukazują Wszechświat rozszerzający się bądź kurczący. Przywiązany do idei statycznego Wszechświata, Einstein już rok później (1917) wprowadził do równania stałą kosmologiczną, która miała umożliwić zbalansowanie sił przyciągania i odpychania, a więc wieczny, statyczny kosmos. Po odkryciu przez Hubble'a w roku 1929 faktu ekspansji Wszechświata – będącej wynikiem Wielkiego Wybuchu – Einstein porzucił koncepcję modelu statycznego, a wprowadzenie do równania OTW stałej kosmologicznej z racji światopoglądowych nazwał swoją największą pomyłką.
Prof. H. Schaefer w książce Science and Christianity: Conflict or Coherence? [3] opisał mało znane w Polsce kulisy zaciekłej dyskusji wokół tej teorii naukowej. O jej znaczeniu świadczy cytat z artykułu komentującego na pierwszej stronie w Los Angeles Times wyniki pomiaru fluktuacji promieniowania tła po Wielkim Wybuchu:
To odkrycie, właśnie dokonane, sprawia, że idea Wszechświata stworzonego przez Boga, jest ideą akceptowalną dziś dużo bardziej niż kiedykolwiek na przestrzeni ostatnich 100 lat [3].
Arno Penzias, fizyk, jeden z dwóch odkrywców mikrofalowego promieniowania tła, laureat Nagrody Nobla dodaje:
Nasze najlepsze dane (dotyczące Wielkiego Wybuchu) są dokładnie tym, czego bym się spodziewał, gdybym miał tylko Pięcioksiąg Mojżesza, Psalmy i Biblię jako całość. [...] niektórzy ludzie czują się nieswojo ze światem stworzonym celowo. Aby zaprzeczyć celowości z reguły spekulują na temat rzeczy, których nigdy nie widzieli [3].
Zasada Antropiczna
Wraz z odrzuceniem Boga i jego twórczej roli w dziejach kosmosu, Ziemi i człowieka poddano gruntownej krytyce antropocentryzm i „ziemiocentryzm” we wszelkich ich przejawach. Tak zwana Zasada Kopernikańska (nie mająca dużo wspólnego z badaniami wielkiego polskiego astronoma) utrzymuje, że Ziemia jest jedynie mało istotnym zakątkiem kosmosu, jednym z wielu miejsc, gdzie życie miało możliwość rozwinąć się z materii nieorganicznej. Steven Weinberg, jeden z wybitnych fizyków cząstek elementarnych i wojujący materialista, stwierdził w The First Three Minutes:
Trudno nam w to uwierzyć i przyjąć, że [cała Ziemia ? przyp. A.C.] jest jedynie maleńką cząsteczką wielkiego i wrogiego Wszechświata ... Im lepiej poznajemy Wszechświat tym bardziej wydaje się nam ona bez znaczenia [4].
Freud zaś dodał:
Kiedyś sądziliśmy, że zamieszkujemy centralne ciało ograniczonego Wszechświata, aż Kopernik, Galileusz i Newton rozpoznali, że Ziemia to maleńki satelita dość marginalnej gwiazdy [3].
Przeświadczenie to okazało się jednak błędne. Okazało się, że, jego położenie w galaktyce i wartości liczbowe wielu stałych fizyko-chemicznych Ziemi, Księżyca, Układu Słonecznego są absolutnie wyjątkowe. Okazało się, że nawet bardzo małe zmiany tych wielkości mogą uniemożliwić życie opierające się o związki węgla (a jedynie takie znamy). Fakty te doprowadziły do sformułowania Zasady Antropicznej, która w tzw. silnym sformułowaniu brzmi: Wszechświat musiał mieć te właściwości, to one umożliwiły powstanie życia w pewnym okresie jego historii.
Zaś George Greenstein, profesor fizyki w Amherst College (panteista – daleki od chrześcijaństwa) rozważania odnośnie Zasady Antropicznej konkluduje słowami:
Kiedy przeglądamy wszystkie te dane, to narasta w nas przeświadczenie, że jakiś nadnaturalna istota, czy raczej Istota – z wielkiej litery ‘I’ – musi być w to zaangażowana. Czy jest możliwe, że nagle, nieświadomie, natknęliśmy się na naukowy dowód istnienia Nadrzędnej Istoty? Czy był to Bóg, który wkroczył, i w ten sposób opatrznościowo stworzył kosmos dla naszego pożytku?
Teoria Inteligentnego Projektu i źródła informacji
Coraz większa grupa biologów i biochemików uświadamia sobie problemy stojące na drodze naukowego objaśnienia początków życia, w tym nieadekwatność wyjaśnień dotyczących powstania życia na Ziemi w oparciu o zdarzenia losowe (chaotyczne) oraz zjawisko doboru naturalnego czy też inne procesy naturalne. Szczególnie istotny jest problem źródeł powstania informacji genetycznej – stąd np. spekulacje F. Cricka [9] – noblisty, współodkrywcy struktury DNA – odnośnie „lądowania” żywej komórki z kosmosu, (tzw. teoria kierowanej panspermii – ang. directed panspermia). Według zwolenników teorii Inteligentnego Projektu dużo bardziej prawdopodobne jest to, że źródłem wszelkiej informacji (w tym genetycznej) jest sam Stwórca. Wielu wątpi (patrz np. W. Gitt, Am Anfang war die Information [10]), że źródłem informacji może być materia nieożywiona (założenie takie jest immanentną częścią jakiejkolwiek wersji teorii ewolucji). Dawkins, znany oksfordzki propagator teorii ewolucji i ateizmu, słusznie podsumowuje w The God Delusion [11]: Prawdziwa wojna toczy się nie między ewolucjonizmem i kreacjonizmem, ale pomiędzy naturalizmem i supernaturalizmem.
A jego oponent Delfino z uniwersytetu St. John w Nowym Jorku odpowiada w pracy [12]:
Zgadzam się z Dawkinsem w tym zakresie, że naturalizm, niezależnie od tego czy rozważamy naturalizm metafizyczny czy metodologiczny, jest jedną z głównych barier dla owocnego dialogu pomiędzy nauką i religią oraz interdyscyplinarnej syntezy wiedzy w ogólności.
Obiekcje obozu naturalistycznego
Badacze związani z obozem naturalistów (zarówno religijni, jak i niereligijni) podchodzą do prób poszukiwań śladów Bożego działania z wielką ostrożnością – wręcz niechęcią. Oskarżają oni (niesłusznie) zwolenników ID o redukowanie działania Bożego do dziedziny supernaturalnej. Steven Barr [13] podkreśla, że Bóg jest siłą sprawczą stojącą za wszystkim, co istnieje – również za prawami nauki. To Bóg jest odpowiedzią na słynne pytanie Hawkinga w Krótkiej historii czasu [14]: Co takiego tchnie ogień w równania i tworzy Wszechświat, który opisują.
Inne obiekcje odnośnie nienaturalistycznego (neutralnego) podejścia, jak nieempiryczność i nietestowalność przedyskutował Delfino w pracy [12]. Za Ratzschem [15] przypomniał, że również pewne fizyczne, elementarne cząstki jak kwarki są poznawalne jedynie pośrednio – poprzez ich oddziaływania z „empiryczną rzeczywistością”. Trudno sobie również wyobrazić eksperyment związany z czarną dziurą lub Wielkim Wybuchem, a nikt nie podważa ich istnienia i znaczenia dla naszego życia i nauki. Podobnie Delfino odpiera obiekcje odnośnie łamania praw natury, poddając w wątpliwość założenie o Wszechświecie jako zamkniętym układzie [12]. (...)
Podsumowując, niezależnie od naszej reakcji na teorię Inteligentnego Projektu winniśmy wystrzegać się ograniczania Boga do działań supernaturalnych, a nawet więcej – do jakichkolwiek naszych wyobrażeń. Myślę, że to miał Bóg na myśli, gdy zabraniał nam czynienia jego podobizn. Z drugiej strony prawa naturalne nie mogą i z pewnością nie ograniczają Boga. Prof. Rosa Alberoni [16] stwierdza:Przez całe wieki nie zauważyliśmy, jak bardzo kartezjańskie stwierdzenie „cogito ergo sum” było zwodnicze. (...)
To Bóg, a nie nasz rozum jest absolutem. Nasz intelekt choć istotny nie może wyprzeć Boga z centrum naszego istnienia. Naturalizm – usunięcie Boga z naszej rzeczywistości – prowadzi do redukcjonizmu i zubożenia naszego świata.
Kończąc, pragnę podkreślić, że zagadnienie naturalizmu i jego założeń – w tym możliwości istnienia śladów Bożego działania – zajmuje nie tylko myślicieli chrześcijańskich. Stephen Hawking, agnostyk, jeden z najbardziej znanych fizyków dnia dzisiejszego, w Krótkiej historii czasu następująco formułuje swoje obiekcje odnośnie założeń naturalizmu [14]: Jest całkiem możliwe, że Bóg działa w sposób, który nie może być wyjaśniony przez prawa naukowe.


Idea Świadomości Spintronicznej Jako Rozwinięcie Bioelektronicznej Koncepcji Ks. Prof. Włodzimierza Sedlaka
Dr inż. Andrzej Szelmanowski
Instytut Techniczny Wojsk Lotniczych, Warszawa
Podstawowy aspekt pracy kory mózgowej (asocjacyjne myślenie u człowieka oraz odruchy warunkowe u zwierząt) często rozpatruje się w postaci modeli sieci neuronowej (jako zbioru dużej liczby związanych między sobą elementów, zbudowanego wg analogii do komórek nerwowych i neuronów) [5]. Modele te są znacznie uproszczone, ale wydaje się, że dzięki nim można wniknąćw zasady „obliczeń” realizowanych w mózgu ludzi i zwierząt. Według tych modeli stan każdego z tych elementów w następnej chwili czasu – dzięki licznym połączeniom między elementami – określony jest poprzez sumaryczne (wypadkowe) działanie na niego pozostałych elementów sieci w danym momencie. W ten sposób sieć neuronowa ewoluuje ze stanu początkowego w stabilny stan końcowy (określony poprzez liczbę i strukturę rozłożenia połączeń między neuronami jako elementami sieci neuronowej). Zakłada się, że połączenia te można organizować w procesie „uczenia” sieci lub „zapamiętania”, tak aby stan końcowy odpowiadał stanowi zadanemu uprzednio. Dany „obraz” informacji w postaci zadanego stanu sieci neuronowej jest zapamiętywany, a zapis dokonuje się tak naprawdę nie w strukturze chemicznej, ale (poprzez nią) w wirtualnej strukturze połączeń nerwowych.
Dla mózgu człowieka zawierającego (jak się szacuje) około 100 miliardów neuronów zdolności gromadzenia informacji są ogromne. Neurony te tworzą przeciętnie kilka tysięcy połączeń (synaps) z innymi neuronami, a sama transmisja sygnałów (informacji w sieci) jest złożonym procesem o nieliniowej charakterystyce. Zgodny zespół takich neuronów jest zdolny pracować jako „licząca maszyna logiczna”, stanowiąca równoległy system procesorów biologicznych, przetwarzających informację w czasie rzeczywistym. Sieć taka (jak się szacuje) jest w stanie zapamiętać około miliarda obrazów z błędem nieprzekraczającym poziomu 0,1%. Charakterystyczne też jest, że dla sieci neuronowej, aby przypomnieć sobie dany obraz wystarczy mieć tylko jego charakterystyczny fragment – tzw. punkt przestrzeni konfiguracyjnej (reprezentujący główny stan sieci neuronowej), który jest „bliski” punktowi końcowemu, odpowiadającemu temu obrazowi. Najważniejsza jednak, jak się wydaje, jest organizacja sieci neuronowej, czyli jej struktura. Tak więc świadomość jako cecha wynikowa byłaby przypisana do struktury sieci jako czegoś, co jest pomiędzyneuronami, a nie do samych neuronów (byłaby cechą tzw. systemów złożonych o odpowiednim stopniu zorganizowania) – w rzeczywistym mózgu komórki nerwowe umierają nieustannie, co jednak nie wpływa na jego funkcjonowanie (i na funkcjonowanie świadomości jako takiej). Co więcej, długotrwałe utrzymywaniew świadomości danej myśli powoduje, że coraz więcej „bloków” zostaje włączonych i następuje zjawisko wzmocnienia istniejących oraz powstanie nowych powiązań w strukturze sieci neuronowej. Jeśli myśl jest pozytywna moralnie, w sieci neuronowej będzie budowana struktura warunkująca przyszłe zachowanie człowieka w kierunku czynienia dobra. Właściwość ta powinna być brana pod uwagę w procesie wychowawczym jako podstawa – jesteśmy tym, co mamy „włożone” do głowy. Z drugiej strony jednak, wpływ na funkcjonowanie pojedynczych neuronów (a szczególnie ich połączeń synaptycznych) za pomocą środków chemicznych (np. skopolaminy) lub czynników elektrycznych (elektrod lub pól elektromagnetycznych) powoduje zaburzenia świadomości, co świadczy o tym, że materialnym nośnikiem świadomości jest układ nerwowy (mózg), a umowna „dusza” (jako świadomość) jest „wrażliwa” na działanie świata fizycznego. (...)


Wokół Sporu o Teorię Ewolucji
Prof. dr hab. Marek Pawlikowski
Katedra Endokrynologii Uniwersytetu Medycznego w Łodzi
Nie jest przedmiotem mego wystąpienia merytoryczna ocena teorii ewolucji, głównie ze względu na brak kompetencji w tym zakresie. Choć jako lekarz zajmujący się w znacznym stopniu badaniami eksperymentalnymi legitymuję się oczywiście wykształceniem przyrodniczym, nie jestem paleobiologiem, antropologiem ani genetykiem. Mogę przyznać, iż w pewnych kwestiach takich, jak wykształcenie się struktur o bardzo dużej złożoności, współczesna teoria ewolucji nie dostarcza całkowicie przekonywających wyjaśnień i wymaga uzupełnień. (...)
Uznanie jakiejś teorii naukowej za trafną nie oznacza automatycznego uznania słuszności wszystkich jej filozoficznych interpretacji. Co więcej, należałoby zachować powściągliwość w filozoficznym interpretowaniu teorii przyrodniczych: jak się zdaje, zarówno filozofia, jak i nauki empiryczne mogą się doskonale bez tego obejść. Wydaje się, że głównym źródłem obecnego sporu o teorię ewolucji są właśnie jej współczesne, filozoficzne interpretacje, a zwłaszcza szeroko rozpowszechniony obecnie pogląd, że między zwierzętami a człowiekiem nie ma żadnych istotnych różnic. Pogląd ten wydają się popierać wyniki badań nad genomem człowieka i zwierząt; okazało się, że podobieństwa genomów są znacznie większe, niż mogliśmy się tego spodziewać (w przypadku człowieka i szympansa aż 98%!). Spowodowało to pewien szok intelektualny, podobny do tego, który w XIX w. wywołany został postawieniem przez Darwina tezy o wspólnym pochodzeniu człowieka i małp człekokształtnych. Na dobra sprawę szok ten nie powinien mieć miejsca.. Świadomość, że człowiek ma „zwierzęce ciało” towarzyszy nam od tysiącleci. Przypomnijmy tu Eklezjastesa (Koh 3,18-19, tłum. wg Biblii Tysiąclecia): Chce Bóg doświadczyć ich oraz pokazać, że sami przez się są zwierzętami. Los bowiem synów ludzkich jest ten sam, co i los zwierząt; los ich jest jeden; jaka śmierć jednego, taka śmierć drugiego, i oddech życia ten sam . Tego, że człowiek ma „zwierzęce ciało” są od dawna świadomi lekarze – eksperymentatorzy, którzy co najmniej od czasów Williama Harveya (wiek XVII) próbowali poznać mechanizm działania ludzkiego organizmu w drodze doświadczeń na zwierzętach. Oczywiście teza o braku istotnych różnic między zwierzętami z człowiekiem jest fałszywa a zarazem niebezpieczna. Fałszywa, gdyż redukuje człowieczeństwo do poziomu wyłącznie biologicznego. Niebezpieczna, ponieważ na jej podstawie podejmowane są próby przewartościowania bioetyki, a w szczególności zanegowania świętości ludzkiego życia. (...)
|