WWW.CHFPN.PL

O sztuce życia

Dr Elżbieta  Stawnicka


O sztuce życia czyli refleksje o tym, co w życiu najważniejsze. Biblijna perspektywa.

Panie, przypominaj mi, jak krótki będzie mój czas na ziemi.
Przypominaj mi, że me dni są policzone i że moje życie odchodzi w przeszłość. 
- Psalm 39,4 Biblia (1)

Naucz nas liczyć dni nasze, Abyśmy posiedli mądre serca.
- Psalm 90,12 Biblia

Muszę uważać, żeby z jednej strony nie pogardzać ziemskimi błogosławieństwami ani nie okazywać braku wdzięczności za nie, a z drugiej żeby nie mylić ich z czymś innym, czego są tylko jakby kopią, echem albo mirażem. Muszę zachowywać się przy życiu tęsknotę za prawdziwym krajem, który odnajdę dopiero po śmierci. 
-  C.S. Lewis

Niech nikt nie przeprasza za szczególny nacisk jaki chrześcijaństwo kładzie na doktrynę przyszłego świata. Wszystko w nim ma ogromną przewagę nad każdą rzeczą ze sfery ludzkiej myśli i doświadczenia. Gdy Chrystus powstał z martwych i wstąpił do nieba, raz na zawsze ustalił trzy ważne fakty:że ten świat został skazany na ostateczny rozpad, że duch człowieka trwa poza grób i że prawdziwie istnieje przyszły świat. Słusznie robimy myśląc o długotrwałym jutrze.
- A.W. Tozer


        Wydaje się,że żyjemy w czasach totalnego zagubienia właściwej perspektywy życia, której utrata powoduje stan dezorientacji w życiu, zagubienia celu i sensu życia, a tym samym powoduje stan egzystencjalnej pustki i zubożenia osobowego życia. Człowiek współczesny próbuje ją zapchać na wszelkie możliwe sposoby, wyznaczając sobie doraźne cele i zadania i w ten sposób oszukać los albo samego siebie, uciekając od rozstrzygnięć fundamentalnych, zasadniczych z punktu widzenia wieczności. Żyjemy szybko i powierzchownie, uwikłani w kierat pracy i walki o przetrwanie, nie mając czasu na przystanięcie i refleksję nad rutynową powtarzalnością dni, ich przemijaniem i sensem własnej osobistej obecności na tej ziemi w ograniczonych przez czas ramach począwszy od narodzin do śmierci.

    Zdarzają się wszakże takie momenty w historii, które zatrzymują ludzi i skłaniają do zadumy. Niewątpliwie śmierć papieża Jana Pawła II, Karola Wojtyły należy do wydarzeń, które przywołują przykład życia pozostawiającego wyraźny ślad wśród zgiełku i konfliktów rozpędzonego świata. Jest to ślad przesłania ewangelii i perspektywy życia, jaki ona wytycza. Daje pretekst do zastanowienia, jaką drogą podąża nasze życie i jakie wartości i przesłanie zawiera. Czy są to wartości, dla których warto żyć i oddać życie? Jakie było prawdziwe źródło siły duchowej i wielkości moralnej Jana Pawła II, na które usilnie i konsekwentnie wskazywał słowem, ale przede wszystkim świadectwem swego życia i służby papieskiej? 

    Chantal Delsol, współczesna badaczka kultury, profesor filozofii politycznej na Uniwersytecie Marne-la-Vallee w Paryżu nazywa czasy obecne epoką późnej nowoczesności (2), twierdząc, że jest ona epoką paradoksów, albowiem odżegnując  się od ideologii totalitarnych, postkomunistycznych, odrzuca dziedzictwo chrześcijańskie próbując dramatycznie pozostać wierna idei godności pojedynczego człowieka. Popada jednak w impas, gdyż odrzucając ontyczne podstawy będące wyznacznikiem tej godności, zasadzające się na założeniu istnienia podmiotu obdarzonego świadomością i odpowiedzialnością, będącego świadkiem własnych poczynań (3), kontynuuje dzieło depersonalizacji i zubożenia człowieka z tego, co stanowi o jego człowieczeństwie, a mianowicie całego życia wewnętrznego, duchowego jednostki. „Wyróżnikiem podmiotu jest właśnie to, że akceptuje on spotkanie z samym sobą, że nie unika owego „twarzą w twarz”, chociaż rodzi ono niepewność i niepokój. Powołanie podmiotu polega na szukaniu podstaw własnej egzystencji, na przyjmowaniu odpowiedzialności w czasie, na stawianiu czoła myśli o własnej śmierci”(4)

    Diagnoza Chantal Delsol dotycząca człowieka, Europejczyka żyjącego w teraźniejszej epoce jest pesymistyczna: ”Bezosobowy człowiek współczesny nosi żałobę po podmiocie, którym nie potrafi się stać”.(5) Czy jednak człowiek może odzyskać swoją podmiotowość i pełnię życia duchowego o własnych siłach, polegając na rozumności i własnych koncepcjach samo-zbawienia negując i lekceważąc Boga jako Dawcę życia i jako Tego, od którego pochodzi „wszystko, absolutnie wszystko, na niebie i na ziemi, widzialne i niewidzialne (...). W Nim wszystko się rozpoczęło i w Nim znajduje swój sens.”(List św. Pawła do Kolosan 1,16). 

    Idąc tropem rozważań Delsol chciałabym baczniej przyjrzeć się związkowi pomiędzy faktem  porzucenia „podstaw własnej egzystencji”, jaką według mojego rozpoznania jest utrata żywej relacji z Bogiem objawionym w Biblii, a zanikaniem osobowego, podmiotowego życia określającego duchowy wymiar człowieka i nierozerwalnie związanej z nim godności ludzkiej, przez którą rozumiem posiadanie tożsamości oraz uznanie, nieredukowalnej do niczego zewnętrznego,  indywidualnej wartości każdego człowieka Innymi słowy, dostrzegam realny związek pomiędzy odejściem ludzi od chrześcijaństwa biblijnego, od zdeprecjonowania  prawd objawionych w Pismie św., a próbami budowania życia na podstawach humanistycznych, czysto ludzkich oderwanych od żywego odniesienia do transcendencji, do żywego i prawdziwego Boga, Stworzyciela świata i człowieka objawionego od pierwszej do ostatniej księgi Biblii jako Słowa Bożego (6). To zaś pociąga za sobą daleko idące konsekwencje rzutujące na jakość indywidualnego jak i społecznego życia odartego z tego, co w nim najważniejsze, wartości duchowych, takich jak prawda (autentyczność), odwaga, bezinteresowność, itp. oraz miłość jako największy „owoc” i miernik prawdziwej duchowej dojrzałości.  

    Dlaczego zatem mówiąc o sztuce życia, o prawdziwie mądrym życiu, tak usilnie łączę te rozważania z Bogiem, z Biblią, w której On się nam objawia. Dlatego, że jeżeli prawdą jest, jak ukazuje nam to Biblia, że On jest początkiem naszego życia, że jesteśmy przez Niego stworzeni i On jest naszym wiecznym przeznaczeniem, to bez Boga nasze życie jest całkowicie bez sensu, a nasze borykanie się z życiem nie służy absolutnie niczemu, skoro przepadnie wraz ze śmiercią. Bernard Russel, ateista, doszedł do tego odkrycia pod koniec życia stwierdzając:”Póki nie uznasz, że Bóg istnieje, pytanie o cel życia jest bez sensu.”(7)  Najważniejsze, żeby najważniejsze było najważniejsze(8). Zadajmy więc sobie to pytanie: Co w naszym życiu jest najważniejsze? Jak wyglądają sprawy, którym poświęcamy swoje drogocenne życia z perspektywy Boga i wieczności?

    „Wielu ludzi poświęca całe swoje życie, próbując pozostawić po sobie na ziemi trwałą spuściznę. Chcą, by o nich pamiętano, gdy odejdą z tego świata. Jednak tym, co ostatecznie liczy się najbardziej, nie będzie to, co powiedzą o naszym życiu inni, lecz to, co powie Bóg.” (9) Kiedy jednak ludzie tracą żywą perspektywę Boga i wieczności liczy się tylko przeżycie „tu i teraz”, bez zadawania sobie „zbędnych” pytań dotyczących dalekosiężnych celów i sensu poczynań oraz jaką one mają wartość z punktu widzenia Boga. 

    Biblia ukazuje bardzo konkretnie perspektywę przeglądu naszego życia oraz zdania sprawozdania z tego, w jakie sprawy je zaangażowaliśmy, w co zainwestowaliśmy czas pobytu na ziemi. „Wszak wszyscy staniemy przed sądem Bożym.(...)Tak więc każdy z nas za samego siebie zda sprawę Bogu”(List do Rzymian 14;10,12.).”Z Biblii możemy się dowiedzieć, że Bóg zada nam dwa podstawowe pytania: 1.”Co zrobiłeś z moim Synem, Jezusem Chrystusem?”. Bóg nie spyta cię o twoją religijną przeszłość ani o doktryny, które wyznajesz. Jedyną sprawą, jaka będzie miała znaczenie, jest kwestia tego, czy przyjąłeś to, co uczynił dla ciebie Jezus i czy nauczyłeś się Go kochać i ufać Mu. (...)2. Co uczyniłeś z tym, co ci powierzyłem? Co zrobiłeś ze swoim życiem – wszystkimi darami, talentami, możliwościami, energią, talentami, relacjami z ludźmi oraz innymi środkami otrzymanymi od Boga? Czy służyły tylko tobie, czy też wykorzystywałeś je do celów przeznaczonych przez Boga?” W końcu życia wszystkie nasze osiągnięcia na ziemi wydadzą się nam błahe i nieistotne, a w perspektywie wieczności i stanięcia twarzą w twarz z Królem królów jedyne znaczenie będą miały sprawy, które być może odkładaliśmy ciągle na bok, a więc prawdziwa miłość do Boga i do swoich najbliższych i dalszych bliźnich.

    Zdaje się, obserwując współczesny świat, jakby ludzie żyjący w XXI wieku byli pogrążeni w nieświadomości duchowej respektowania Boga oraz perspektywy spotkania się z Nim w sposób obiektywny i faktyczny, albo postępowali zgodnie z wiarą w „śmierć Boga”, którą w jawny sposób proklamował F. Nietzsche, oraz wszelkiej proweniencji filozofie jawnie materialistyczne i ateistyczne. 

    Z drugiej strony, żyjąc w Polsce, w kraju na wskroś katolickim odnosi się wrażenie jakby sprawy dotyczące świadomości Boga i kwestii eschatologicznych były na porządku dziennym, zważywszy aktywność religijną i masowość uczęszczania do kościoła. 

    Wydaje się, że przez wieki trwania chrześcijaństwa zamieniło się ono w system martwej religii zredukowanej do zewnętrznych zachowań i obrządków, zbioru legalistycznych zasad moralnych, dogmatów oraz tradycji zasadniczo odbiegając od pasjonującego stylu życia, jaki był udziałem chrześcijan opisanych chociażby w Dziejach Apostolskich. 

    W tym sensie można mówić o zjawisku nominalnego chrześcijaństwa, martwej religii, która raczej zniewoliła człowieka i sprawiła, że został całkowicie zdeformowany prawdziwy obraz Boga miłości, jaki ukazał się nam  w osobie Jezusa Chrystusa. Dotyczy to właśnie naszego kraju, który deklaratywnie sytuuje się w tradycji chrześcijańskiej, ale praktycznie religijność manifestowana zewnętrznie niewiele ma wspólnego z tym, co głosił Jezus Chrystus. W rozważaniach tych nie chodzi mi o krytykowanie kogokolwiek, lecz raczej o krytyczne podejście do pewnych symptomów tzw. chrześcijaństwa, które mają  niewiele wspólnego z tym kim byli i jak żyli prawdziwi chrześcijanie opisani w Biblii oraz liczni jego świadkowie na przestrzeni historii.

    Widzimy zatem, że ludzie uczestniczą w pewnym obrządku przekazanym przez tradycję oraz próbują wypełnić surowy, legalistyczny kodeks moralny, którego wypełnić się nie da i ta niemożność sprawia poczucie grzeszności, frustracji, a w końcu rozczarowania i rezygnacji  z tak nudnego i uciążliwego chrześcijaństwa. Inni popadają w drugą skrajność, w gorliwość religijną próbując zasłonić się religią jak parawanem, który daje im złudne wrażenie samozadowolenia, gdy ich realne życie poza kościołem pozostawia wiele do życzenia, a niekiedy pozostaje w rażącym rozziewie z deklaracjami i zewnętrzną formą pobożności.”Takie chrześcijaństwo ani nie przynosi życia, ani nie zadawala duszy”(10). Jeszcze inni żyją w swoistej schizofrenii duchowej radząc sobie w brutalnym życiu po swojemu, bez żadnego zważania na Boga, postępując tak jakby On de facto nie istniał, albo był ślepy i głuchy(11) , a przypominają sobie o Nim w niedzielę, na mszy lub z okazji  jakiegoś święta czy ważnego wydarzenia. Ludzie, którzy nazywali się chrześcijanami, w dużej mierze ponoszą odpowiedzialność za to, że wielu szczerych ludzi, poszukujących prawdziwego Boga odeszło całkowicie w ateizm lub inny izm byleby nie mieć nic wspólnego z Bogiem, jakiego oni reprezentowali w swoim, pełnym fasad i zakłamania, życiu. 

    Nasze wiek „późnej nowoczesności” „zagubił bezpośrednią obecność tego, co święte”(...).Panujący klimat możemy nazwać a-teistycznym nie dlatego, że w naszym czasach zanikła wiara, ale dlatego, że pytanie, czy wierzymy w Boga, czy nie posiada mały albo praktycznie żaden wpływ na nasze życie.(...).Nawet dla samego wierzącego jego promyk wiary skrył się, skoro nie rozświetla już całego jego życia. Pozostaje on w ciemnościach, porwany w wir świeckiej egzystencji w równej mierze jak człowiek niewierzący.” (12)Przejawy tego stanu rzeczy doświadczamy na co dzień w kraju, który jest w przeważającej mierze katolicki, a więc usytuowany w przeszło tysiącletniej kulturze i tradycji religii chrześcijańskiej, która stała się ważną częścią naszej tożsamości narodowej oraz przedmiotem chluby Polaków. 

    Czy jednak chrześcijaństwo prawdziwe, opisane w Biblii jest religią(13)  jak pozostałe religie świata, zbiorem zasad i form zbliżania się do Boga? Co jest jego sednem skoro ani chodzenie do kościoła, ani praktyki religijne, ani dobre uczynki, ani zasady etyczno-moralne, ani dobre serce nie zapełniają pustki wewnętrznej, nie dają pewności wejścia na drogę życia.

    W istocie swej chrześcijaństwo zasadza się na  żywej, pełnej zaufania, miłosnej relacji człowieka z Bogiem, którego można doświadczać realnie. Biblijna prawda o stworzeniu, upadku i zbawieniu(14)  ukazuje oto, że zostaliśmy stworzeni przez Miłość do życia w miłości, że zerwaliśmy więzy z naszym Stwórcą i odeszliśmy od Niego, wybierając niezależność i emancypację oraz fakt, że Bóg nie zrezygnował z nas i zrobił wszystko dla człowieka, by odzyskać go na nowo. W planie miłości Bóg-Jezus Chrystus zapłacił  cenę życia ( por. np. I List Piotra 1,18-20.),  by przerzucić pomost, nad przepaścią utworzoną z grzechu pomiędzy Bogiem a człowiekiem i pozyskać go na wieczność, naprawić zerwane więzy.

    Samo uznanie faktu istnienia Boga i Jego akceptacja na poziomie umysłu, na poziomie informacji to jednak nie wszystko. Wielu intelektualistów i przewaga ludzi chodzących do kościołów nie neguje historycznego faktu istnienia postaci Jezusa Chrystusa w określonym czasie historycznym. Natomiast trudności pojawiają się z chwilą, gdy zaczynamy szukać prawdziwej  odpowiedzi na pytanie: Co On zrobił dla mnie? Jakie znaczenie osobiście dla mnie żyjącego tu i teraz z określoną „pulą” problemów życiowych ma Jego ofiara na krzyżu?(15) Informacja nie ma mocy zbawienia człowieka i jego przemiany. 

    Chodzi o taki rodzaj wiary w Boga i wiary Bogu, która ma moc wprowadzić nas w realne doświadczenie żyjącego Boga posiadające jedynie moc przemiany naszego życia. 

    Czym zatem  jest prawdziwa wiara, która zbawia (ratuje) człowieka oraz przywraca jego zagubionemu życiu głęboki sens, świadomość drogi nakierowanej na wieczność oraz równowagę wewnętrzną mimo i wbrew trudnościom i zmaganiom życia codziennego?

    Chrześcijaństwo objawione w Biblii jest bardzo proste. Słowo Boże jest komunikatywne i zrozumiałe dla dziecka. To teolodzy i ich spekulacje myślowe, zagmatwały jasny jej przekaz. 

    Wszystko zaczyna się od serca.(16) Prawdziwa wiara zaczyna się od serca. Bóg, który jest objawiony w Biblii, zawsze walczy o pozyskanie serce człowieka. Piękne zrozumienie tej prawdy formułuje Martin Buber, żydowski filozof:”Wierzyć w Boga znaczy zatem: pozostawać w relacji osobowej z Bogiem - w relacji, w jakiej można pozostawać jedynie z istotą żywą.” (17) Miłość Boża agape, wspaniale opisana w I Liście  apostoła Pawła do  Koryntian (13,1-8) nie jest uczuciem grającym w duszy, choć bywa mocno odczuwana, ale jest postawą  nieegoistycznego otwarcia się oraz zwrócenia się do drugiego człowieka, bliźniego. W tym sensie „uczucia towarzyszą metafizycznemu i metapsychicznemu faktowi miłości, ale nie są samą miłością(...). Uczucia się „ma”, miłość natomiast się dzieje. Uczucia mieszkają w człowieku, ale człowiek mieszka w swej miłości.”.(18) Dlatego też miłość do Boga „z całego serca swego i z całej duszy swojej, i z całej myśli swojej, i z całej siły swojej” (Ewangelia wg św. Łukasza 10,27) jest pierwszym i najważniejszym przykazaniem. Matka Teresa, jedna z tych, której życie było wykrzyknikiem pełnej poświecenia miłości dla tych najbardziej biednych i odrzuconych, o których świat zapomniał, napisała:”Nie szukaj Jezusa w dalekich krajach- nie ma Go tam. Jest blisko Ciebie. Jest z Tobą. Nie pozwól  zgasnąć swojej lampie, a zawsze go zobaczysz. Napełnij ją małymi kropelkami miłości, a przekonasz się, jak słodki jest Pan.(...)Dzisiejsi ludzie są głodni miłości, która jest jedyną odpowiedzią na samotność i wielkie ubóstwo. W niektórych krajach nie ma głodu chleba. Ludzie jednak cierpią na straszną samotność, straszną rozterkę, straszną nienawiść, poczucie odrzucenia, bezbronności, beznadziejności. Zapomnieli, co to uśmiech, zapomnieli piękno ludzkiego dotyku. Zapominają, czym jest ludzka miłość. Potrzebują kogoś, kto ich zrozumie i uszanuje.” (19)

    Czy człowiek jest zdolny sam z siebie wygenerować taką bezwarunkową, nieegoistyczną postawę miłości?
     Czy można pójść na skróty i wejść na ścieżkę takiej miłości z pominięciem bramy, jaką jest Jezus Chrystus? ( por. Ewangelia św. Jana 10,9 ) 

    Wielu współczesnych badaczy kultury i filozofów lansuje humanizm bez Boga, usiłując udowodnić, że można być człowiekiem dobrym, spolegliwymi pełnym miłości całkiem niezależnie od Boga (20), totalnie uwolnionym od wszelkich zależności, a więc także zobowiązań i powinności. Jedni z nich głoszą totalny indywidualizm, czyniąc z własnego ego jedyny i ostateczny punkt odniesienia, afirmując skrajny egoizm i anarchizm metafizyczny i anarchizm anty-moralny (21) skoncentrowany wyłącznie na dobru własnym.”Współczesna jednostka sądzi, że jest neutralna, że sama może wymyślać, kim chce być, uważa się za Boga. Pod tym względem jest spadkobiercą ideologa, który sądził, że można od nowa wymyślić ludzkość, pozbawić ją wszelkich określeń, i który bawił się w demiurga.”(22) . Są to przejawy i manifestacje mentalności upadłego, zbuntowanego człowieka (23), który w imię nieskrępowanej wolności usuwa Boga z areny świata, ucieka przed Nim lub wygraża Mu pięścią. próbując udowodnić, że życie odarte z „iluzji” jest prostsze i szczęśliwsze. 

    Jak rozpocząć ową pasjonującą relację miłości z Bogiem, porównywanej do intymnej relacji małżeńskiej (por. List św. Pawła do Efezjan 5, 22-29), mającej trwać aż po wieczność, poza grób i śmierć. Relację miłości, dla której warto i żyć i umrzeć? W takiej niebiańskiej perspektywie żyli pierwsi chrześcijanie opisani w Dziejach Apostolskich oraz coraz więcej prawdziwych chrześcijan, którzy przebudzają się do życia duchowego, tj. do,doświadczanej każdego dnia, bliskości i realności Boga.

    Biblia pokazuje dwa niezwykłe obrazy. Pierwszy z nich to przypowieść o synu marnotrawnym, który straciwszy całe dziedzictwo ojca i w sytuacji postępującej degeneracji swego życia (obraz świńskiego koryta) wrócił do domu ojca. Drugi natomiast to widok Jezusa, który kołacze do drzwi ludzkiego serca, (24) czekając cierpliwe na ich otwarcie. W historii  o synu marnotrawnym dowiadujemy się o niewiarygodnie dobrym, marnotrawnym  ojcu(25), który entuzjastycznie wybiega naprzeciw syna-utracjusza i wita go bez wypominania, wyprawiając ucztę z okazji jego powrotu. Życie w chlewie to końcowy etap odejścia młodszego syna z domu ojca, obraz degeneracji, wstydu i rozpaczy ale i zarazem miejsce, w którym człowiek zostaje wewnętrznie złamany, zyskując świadomość błędu, własnej słabości i pokorę, niezbędną zmianę nastawienia, by wrócić do domu ojca. Druga scena mówi nam coś znaczącego o Bogu, który delikatnie i bez presji, z poszanowaniem wolności czeka na gest ze strony człowieka. Gest otwarcia serca, bo „klamka”jest po naszej stronie. 

    Biblia ukazuje jasną drogę wyjścia z beznadziejnej sytuacji zagubienia oraz nieuleczalnej choroby na grzech, która definitywnie prowadzi do śmierci duchowej na całą wieczność. Dlatego też prawda o zbawieniu jakie Bóg przygotował dla każdego człowieka, który powiela po Adamie ścieżkę upadku i zatracenia tkwiąc w pułapce grzechu i śmierci jest Ewangelią czyli dosłownie dobrą nowiną, bez której chrześcijaństwo nie miałoby praktycznie nic do zaoferowania. Byłoby jeszcze jedną wśród wielu religii świata. 

    Sceny, które przywołałam, ukazują drogę prostych kroków powrotu do utraconej relacji i bliskości z Bogiem jako dobrym i wspaniałym ojcem, jaką mieli w raju, na początku, pierwsi ludzie. Biblia nazywa je nawróceniem, na które składają się dwa aspekty: 
1. decyzja odwrócenia się od starego, przegranego de facto życia, gdy oto człowiek chadzał swoimi niezależnymi ścieżkami, nieświadomy Boga, duchowo umarły, wewnętrznie pusty, poszukujący, zagubiony (26), próbujący zasłużyć sobie na Bożą przychylność religijną aktywnością, uczynkami i „pracą własnych rąk”. Biblia nazywa ten punkt zwrotny „upamiętaniem się” lub pokutą, kiedy aktem woli zrywamy ze starym sposobem życia, myślenia, mówienia, itp. i zwracając się z tym do Boga, bez pomocy którego nie jesteśmy w stanie sobie poradzić w tym zerwaniu.
2. Osobista decyzja wiary w Jezusa Chrystusa i Jego doskonałe dzieło odkupienia, zbawienia, które już dokonało się na krzyżu i ma ważność dla każdego człowieka, który „uwierzy w sercu swoim, że Bóg wzbudził Go z martwych i  wyzna ustami, że Jezus stał się dla niego Panem. ( por. Rzym.10,9). Decyzja odnośnie Jezusa Chrystusa, wpuszczenia go do swego serca i życia i podążania za Nim, przesądza o naszej całej wieczności, a mianowicie o tym, czy spędzimy ją z Panem Jezusem, Źródłem życia i miłości, czy powrócimy do domu Ojca niebieskiego, czy spędzimy ją w niewyobrażalnym rozdzieleniu od Niego.

    Zbawienie jest takie niewiarygodnie proste. Wystarczy rozpocząć wspaniałą relację z Królem królów, Jezusem Chrystusem, który pragnie ożyć w sercu każdego człowieka, aby przynieść mu życie obfite.     

    „Papież, który odszedł, nigdy nie głosił siebie, tylko Chrystusa. Nie zapraszał nas do siebie, tylko do Chrystusa. Nie wzywał nas do oddania życia Jemu, tylko Chrystusowi. Wystarczającą motywacją, wystarczającym źródłem siły i prawdziwą wielkością jest i zawsze będzie Chrystus.

    To jest wspaniała, niezmiernie doniosła i niezwykle radosna, a przy tym bardzo praktyczna wiadomość dla każdego z nas. Bo każdy człowiek prędzej czy później odchodzi, urok jego osobowości z biegiem czasu w naszej pamięci blednie, siła jego oddziaływania jest coraz słabsza. Chrystus natomiast nigdy nie odchodzi, nigdy nas nie opuszcza. Jest i będzie z nami zawsze aż do skończenia świata. Jego wpływ na nasze życie może i ma bez przerwy wzrastać, a nasza duchowa z Nim więź może i ma stawać się z dnia na dzień coraz mocniejsza.” (27)

    Dlaczego więc, ludziom współczesnym tak trudno przyjąć dar w postaci Zbawiciela, a zatem ich osobiste zbawienie dane im bez żadnego wypominania przez dobrego Boga objawionego w Biblii, a także w pięknie i wspaniałości świata? Dlaczego ludzie odrzucają łaską tzn. niezasłużoną Bożą przychylność? Dlaczego po prostu odrzucają Boży sposób zbawienia siebie, a wymyślają swoje sposoby, udziwniając prosty sposób przyjęcia Jezusa Chrystusa i rozpoczęcia z Nim drogi i prawdy i życia?

    Chantal Delsol wskazuje na kilka problemów człowieka współczesnego, które przeszkadzają mu w przyjęciu daru: 1. Trudności do szczerego przyznania się do ontologicznego braku, a więc pozycji bytu skończonego i zależnego. „W procesie dawania ten, kto przyjmuje dar, czuje się w naturalny sposób zobowiązany wobec darczyńcy-innymi słowy, złagodzenie nierówności materialnej pociąga tu za sobą nierówność psychologiczną, związaną z uczuciem niższości, jaką gest darczyńcy budzi w obdarowanym.” (28). 2. Lęk przed zażyłymi relacjami, głównie miłością, bo ona wymaga stanięcia w prawdzie i  przyznania się, że nie jest jednostką samowystarczalną, ale dramatycznie zależną i potrzebującą miłości. „Żadna relacja nie może zawiązać się inaczej niż w atmosferze skończoności. Istota samowystarczalna nie potrzebowałaby nikogo i żyłaby samotnie i szczęśliwie w swej pełni. (...) Tylko wtedy mogę nawiązać relacje, kiedy uznaję swój własny brak i uważam go nie za okolicznościowy  wyjątek, nie za niesprawiedliwość, którą trzeba naprawić, ale za moją cechę substancjalną. Tylko poczucie skończoności rodzi wspólny świat, a zatem nadaje mu sens.(...).To, co wymyka się materii, ma na imię łaska – to znaczy bezinteresowność, niepewność i obietnica, zryw, czasem bezużyteczny, ku temu, co przygodne. Jeżeli człowiek nie chce tylko liczyć, musi wierzyć.” (29)

    Oprócz barier wymienionych przez Chantal Delsol wymieniłabym jeszcze jedną, a mianowicie zranione serca ludzkie, które doświadczały odrzucenia i niewłaściwego traktowania przez swoich ziemskich ojców i matki. Owa raniąca, warunkowa i wykoślawiona miłość najbliższych zamykała serca, budowała system mechanizmów obronnych  i fasad mających chronić przed dalszymi zranieniami. I w taki oto sposób człowiek wybudował mury wokół siebie, które uczyniły go twardym i niewrażliwym, nieufnym wobec przejawów dobra, nie-wierzącym w bezwarunkową miłość. Błędne koło zranień przekazywane z pokolenia w pokolenie spowodowało, że w dużej mierze ojcowie nie potrafili okazywać miłości, gdyż sami jej nie otrzymali. W związku z tym byli albo tyranami, okrutnymi i bez litości, albo duchowo nieobecnymi, uciekającymi przed odpowiedzialnością w alkohol, albo w inne formy uzależnienia.

    Rozważania na temat sztuki życia nie mają charakteru obiektywnego dyskursu. Wykazują bowiem cechu pisania zaangażowanego. Ukazują także wybraną perspektywę rozpatrywania poruszanych kwestii, a mianowicie sposób myślenia zgodny z duchem Biblii, którą autorka uznaje za fundament wiary i prawdy chrześcijańskiej. Poszukiwanie prawdy było także celem mojego życia, ale w rzeczywistości szukałam potwierdzenia “prawd”, w które chciałam wierzyć, albo które były spójne z moim “obronnym”sceptycznym, czy wręcz agnostycznym sposobem myślenia,. W tym sensie bardziej potykałam się o prawdę niż w niej żyłam. Byłam zagubionym człowiekiem, bez tożsamości, bez świadomości swojego początku i ostatecznego celu i przeznaczenia mojego życia indywidualnego. W filozofii próbowałam  znaleźć odpowiedzi na nurtujące mnie pytania, ale żadna z koncepcji filozoficznych nie przynosiła definitywnego rozwiązania, a wręcz przeciwnie przynosiła jeszcze większy zamęt i niepokój do mojego serca. I pewnego razu Prawda znalazła mnie, na uczelni, gdzie nauczałam filozofii daleka od prawdziwej mądrości, nieświadoma do końca własnego  godnego pożałowania położenia, żyjąca z dala od bliskości ze Źródłem życia, od Boga, który przez cały czas z otwartymi ramionami czekał na mnie. W roku 1993, w lutowy wieczór, dotarła do mnie, przez proste zwiastowanie prostych chrześcijan z CHSA, prosta Ewangelia o Jezusie Chrystusie, który w zamian  za mnie umarł, by przepaść z grzechu, która oddzielała mnie od dobrego i kochającego Boga została zniweczona, bym mogła rozpocząć nowe życie pełne Jego miłości, akceptacji i przebaczenia. Wtedy zaprosiłam osobiście Jezusa do mojego życia i dałam mu prawo, by zaczął je zmieniać. Weszłam na prawdziwą drogę Prawdy. Zaczęłam życie z Nim, które jest częścią fascynującego Bożego planu i historii wypełnianej przez ludzi, którzy zaufali Bogu i zdecydowali się być Mu posłuszni. Zrozumiałam, że ludzie wiary opisani w Biblii, tacy jak Mojżesz, Abraham, Daniel, Dawid, Maria, apostołowie żyli pełnią życia i mieli wpływ na historie narodów i całego świata, dlatego, że zaufali Bogu i pozwolili być przez Niego użyci. 

    “Każdy z nas - jak Noe - został znaleziony i zaproszony przez Boga, aby grał rolę w Jego odkupieńczym zamiarze dla człowieka i ziemi. Nasza część jest równie ważna, co część Noego, ale tylko niewielu w nas w to wierzy.(...)Nie musimy spędzać naszego życia na oglądaniu jak inni ludzie robią ekscytujące rzeczy.(...)Ale bycie aktorem w Bożym scenariuszu jest dużo lepsze i zrobienie tego dobrze zajmuje całe życie. To życie może spowodować konflikt albo wywołać obrazę. Ewangelia Jezusa zawsze wymaga odpowiedzi, za lub przeciw – ale nigdy obojętności. Właściwą odpowiedzią jest zaakceptowanie Bożego zaproszenia, by stać się częścią Jego historii, wkroczyć w przyszłość i żyć spełnieniem dostępnym w Jezusie Chrystusie.” (30)

    Dzieląc się refleksjami o sztuce życia, wiem że dopiero teraz odkrywa się przede mną ta pełnia, której brak odczuwałam przez całe te lata życia odłączonego od prawdziwej Miłości. A jest to zaledwie początek. Jemu także, Jezusowi Chrystusowi, sprawcy mojego zbawienia i wspaniałego życia dedykuję wiersz zrodzony w moim sercu przepełnionym wdzięcznością:

    Twórco zachodów słońca
    Jakże pięknym się jawisz, gdy w dostojeństwie potężnego morza
    Przy symfonii szumu fal słońce chowa się w kieszeń z chmur
    zostawiając smugę i poświatę blasków niezwykłych jak tęsknotę za ukochanym, który się     oddala.
     Jest w tym momencie uwolnione coś z Twojego piękna
    że zakochani są bardziej przytuleni
    że tłum rozbiegany za dnia milknie i przystaje w podziwie
    że wyrywa się niema pieśń uwielbienia dla Króla chwały – Stworzyciela
    że chciałbyś kogoś wziąć za rękę i wyszeptać -
    Ten, który umarł żyje i chce byś i Ty żył z Nim na wieki...
    wśród widoków i przeżyć tak wspaniałych,
    że zachód słońca to ledwie cień z tamtej strony.

                            E.S.


(1) Cytaty pochodzą z Biblii w przekładzie Brytyjskiego i Zagranicznego Towarzystwa Biblijnego, Warszawa  1975.oraz z Biblii Tysiąclecia, Wyd. Pallotinum, Poznań-Warszawa 1971.
(2)  Chantal Delsol, Esej o człowieku późnej nowoczesności, przełożyła Małgorzata Kowalska, Znak, Kraków 2003.
(3)  Tamże, s.14.
(4)  Tamże, s.104
(5) Tamże.
(6)  Nie sposób oddzielić Boga od Jego Słowa, w którym On sam objawia Siebie człowiekowi. W tym sensie trudno mówić o wierze chrześcijan bez poznawania i respektowania Jego Słowa zawartego w Biblii. W II Liście św. Pawła do Tymoteusza ( 3,16) wyraźnie jest to wyartykułowane:”Całe Pismo przez Boga jest natchnione i pożyteczne do nauki, do wykrywania błędów, do poprawy, do wychowywania w sprawiedliwości”.Stanowisko Biblii w kwestii jej pochodzenia jest więc jednoznaczne; autorem tej księgi jest sam Bóg żywy, który ze względu na człowieka postanowił odsłonić się przed nim, przekazać mu list miłosny, a ostatecznie objawić się cieleśnie w osobie Jezusa Chrystusa, który stał się Słowem ucieleśnionym.(por. Ew. św. Jana 1;1-10).Niektórzy religioznawcy nazywają tej rodzaj wiary fundamentalizmem, przypisując ją protestantyzmowi (por. Benjamin Tigelman; Wprowadzenie w filozofię religii,Warszawa 1998. Inny, katolicki teolog pisze:”To nie objawienie in abstracto stanowi podstawę refleksji teologicznej, lecz fakt, że dotarło ono do nas przez Słowo, osobiste objawienie Boga. Ten odmienny punkt wyjścia determinuje całą koncepcję Boga samego. Gdyż od samego początku poucza nas, że Bóg, bardziej niż po prostu jednym, jest objawiającym, jak i objawionym.”Łaska jest zatem „łaskawą obecnością Bożego samo objawiającego się Słowa przez Ducha”. Louis Dupre:Głębsze życie, przekł. M.Tarnowska, Kraków 1994, s. 95.
(7)  Rick Warren; Życie świadome celu, Koinonia, 2004, s. 17.
(8)  Rick Watkins; Świeże spojrzenie, Instytut Wyd.”W wyłomie”, Gorzów Wlk.p.  2004, s. 69.
(9) Tamże, s.33.
(10)  Rick Watkins; Świeże spojrzenie,wyd. Cyt. s. 22. Biblia mówi o tzw. gorliwości nierozsądnej, która lekceważy wspaniały Boży sposób i plan zbawienia człowieka przez osobę i dzieło Jezusa Chrystusa i te wszelkie pożytki jakie z tego wynikają, tj. usprawiedliwienie (darowanie grzechów i wolność od nich, całkowita akceptacja Boga, otwarta droga do przyjaznej z Nim relacji, itp.), a stara się poprzez wysiłki religijne i różne zabiegi czysto ludzkie zasłużyć na zbawienie. Tkwią oni w mentalności człowieka upadłego, charakteryzującego się niezależnością od Boga i zakłamaniem, że przez uczynki (np. tego, że nie kradnę, chodzę do kościoła, nie piję, itp. )mogą przypodobać się Bogu. Biblia jednak dobitnie mówi:Nie ma ani jednego sprawiedliwego.( Rzym. 3,10).”Na podstawie uczynków zakonu nie będzie usprawiedliwiony przed Nim żaden człowiek”. (por. Gal;2,16, 3,11). 
(11)  W Psalmie 33,13-15, Słowo Boże stwierdza:”Pan spogląda z nieba. Widzi wszystkich ludzi. Z miejsca, gdzie przebywa, Patrzy na wszystkich mieszkańców ziemi. On, który ukształtował serce każdego z nich, On, który uważa na wszystkie czyny ich.”
(12)  Louis Dupre:Głębsze życie, wyd.cyt. s. 16.
(13)  Dariusz Bagiński; Religia czy relacja,wydanie prywatne.
(14)  Elżbieta Stawnicka; Człowiek: Stworzenie. Upadek. Zbawienie., Zielona Góra 1997.
(15) Wielu ludzi oglądało i głęboko przeżyło film wyreżyserowany przez Mela Gibsona pt.”Pasja”, w którym sugestywnie ukazana została cena, jaka została zapłacona za odkupienie każdego indywidualnego człowieka z grzechu. Zapłacił ją Jezus Chrystus raz na zawsze by odzyskać na wieczność każdego zagubionego człowieka. W ostatniej sentencji filmu spada na ziemię łza Boga z powodu tych, którzy  odrzucę tę wielką Jego miłość objawioną w osobie Jego Syna, Jezusa Chrystusa.
(16)  Niektórzy bibliści definiują ducha ludzkiego jako „głębokie, ukryte ,tj. leżące u podstaw istoty człowieka motywacje,postawy i cechy charakteru”( por .M.P. Virkler;Trwanie w Chrystusie, Wyd. ZOE, Wrocław 1996, s.40. Istnieje różnica pomiędzy duchem (z gr. pneuma) a duszą ( z gr. psyche) człowieka. Por. E. Stawnicka;Biblijna koncepcja człowieka. Duch a dusza.(artykuł złożony do druku w Kwartalniku Filozoficznym, UJ, Kraków).
(17)  M.Buber; Zaćmienie Boga, Warszawa 1994, s.45.
(18)  M. Buber; O Ja i Ty,przekład Jan Doktór, Kraków 1991, s.44.
(19)  Matka Teresa; Radość z kochania. Przewodnik życia duchowego na każdy dzień roku. Chaliha i Edwarda Le Joly, 1997, s. 89, 88.
(20)  Karol Wojtyła twierdzi, że etyka niezależna np. Tadeusza Kotarbińskiego była przeznaczona dla ludzi, którzy stracili wiarę w Boga bądź wybrali świadomie ateizm. „Wobec tego nie mogą przyjąć programu etyki religijnej, a z drugiej strony nie mogą też pozostać bez żadnego programu etycznego.(...)Ażeby sensownie mówić o etyce niezależnej, ażeby budować jej program, należałoby naprzód wykazać, udowodnić niezbicie, że człowiek jest bytem niezależnym. Tylko taki bowiem byt miałby prawo do moralności, której zasady określi mu etyka niezależna. Bez tego program etyki niezależnej nie jest gruntownie racjonalny”. K. Wojtyła; Elementarz etyczny, Lublin 1983, s.105, 108. 
(21)   Antropozofia Maxa Stirnera. Por. Także; Radosław Antonów; Pod czarnym sztandarem. Anarchizm w Polsce po 1980 roku., Wyd. Uniwersytetu Wrocławskiego, Wrocław 2004, s. 18.
(22)  Ch. Delsol; Esej o człowieku późnej nowoczesności, wyd. cyt. s. 70. Por. także Luc Ferry; Człowiek-Bóg czyli o sensie życia.,Warszawa 1998. Mając głeboką świadomość procesów mentalnych i kulturowych, które doprowadziły do „odczarowania świata”, poprzez postępującą humanizację tego, co boskie, związanej z laicyzacja myślenia i życia, człowiek odrzuciwszy zasadę autorytetu, poszedł w kierunku stworzenia nowej transcendencji, a mianowicie uświęcenia tego, co ludzkie ( człowiek stał się sam dla siebie bogiem ).
(23)  E. Stawnicka; Kondycja człowieka upadłego a problem zaburzonego dialogu, artykuł złożony do druku.
(24)  Pierwsze historia opisana jest w Ewangelii św. Łukasza 15,11-32, druga zaś w Objawieniu św. Jana 3,20.
(25)  Tego określenia użył Jack Frost ; W objęciach Ojca,, przekł. Bożena Olechnowicz, Wyd. W wyłomie, Gorzów Wlkp. 2003, s .87-104.Według J. Frosta przypowieść o synu marnotrawnym jest „bardziej historią miłości ojca i wołaniem o bliską więź niż historią buntu syna. Chociaż syn rzeczywiście przez lekkomyślność stracił swoje dziedzictwo, o ileż rozrzutniej ojciec udzielił współczucia, przebaczenia i laski synowi, który na to nie zasługiwał?”. Tamże., s. 90.
(26)  Biblijna prawda o upadku wyraźnie mówi o grzechu w terminach: odstępstwa od Boga, np.  Określenia grzechu w języku hebrajskim to np. szagag=zboczyć z drogi, hamartia=chybić celu, pasza=bunt.      
„Wszyscy jak owce zbłądziliśmy, każdy z nas na własną drogę zboczył”(por. Ks. Izajasza 53;6)
(27) Józef Kajfosz; Biegnijmy do źródla wielkości, internet (www. pielgrzym.org.pl).
(28) Ch. Dalsol; wyd. Cyt. s. 154.
(29)  Tamże, s. 156, 164.
(30) The Morning Star, Nr 4(28), Jesień 2004, s. 23, 25.
 
Copyright (c) 2000 - 2018 Ruch Nowego Życia
All Rights Reserved
[ created by hornet.com.pl ]
WEB interface