WWW.CHFPN.PL

To takie logiczne cz. 4

LOT  KU  GÓRZE

    Widzimy nieraz dziecko bawiące się balonikiem. W swoich drobnych rączkach trzyma kurczowo koniec sznurka z uwiązanym balonem. Balonik ten stale wyrywa się maleństwu, chcąc unieść się w górę. W mo-encie, gdy dziecko rozluźnia chwyt swej rączki, oswobodzony balon rozpoczyna swój lot ku górze.

    Każdy z nas w chwili zaakceptowania umysłem i sercem Chrystusa jako swojego Zbawiciela - i poddania Jemu swojej woli - rozpoczął swój lot ku górze na autentyczne spotkanie z powtórnie nadchodzącym Jezusem, który "...na dany rozkaz (...) zstąpi z nieba. Wtedy najpierw powstaną ci, którzy umarli w Chrystusie, potem my, którzy pozostaniemy przy życiu, razem z Nim porwani będziemy w obłokach w powietrze, na spotkanie Pana; i tak zawsze będziemy z Panem" (1 Tes. 4:16-17). Zmartwychwstały duch stał się siłą napędową naszego nowego życia - naszego lotu ku górze. Gdy nasz duch na nowo się narodził, wówczas zmieniliśmy swój sposób życia. Z człowieka żyjącego na uwięzi, myślącego wyłącznie o sobie, odpy-hającego Boga, pełnego buntu, skorego do waśni, kłótni, kno-ań, gniewu, niecierpliwości - każdy z nas przeistoczył się w człowieka skruszonego, wsłuchanego w głos swojego, kształconego przez Słowo Boże sumienia. Nasza wola, oswobodzona przez Ducha Świętego, pomaga nam podejmować właściwe decyzje życiowe, które teraz mogą podobać się Bogu. Przeistoczyliśmy się w ludzi o skruszonych sercach, pojednanych z Bogiem i pełnych radości. Serce każdego z nas krzyczy codziennie w uniesieniu: Dzięki Ci, Jezu Chryste, za moje zbawienie, za Twoją miłość ku mnie, grzesznikowi, którą objawiłeś w swej męczeńskiej śmierci na krzyżu!

    Żyjemy obecnie nadzieją połączenia się raz na zawsze z naszym Zbawicielem i przebywania z Nim w nowym ciele. Staramy się podobać Bogu w naszej codziennej krzątaninie w domu, w pracy, na ulicy i gdziekolwiek indziej. Stawiamy sobie i realizujemy cele całkowicie zgodne z Bożą wolą. Nasz lot ku górze trwa, ale czy nic go nie zakłóca? Czy nigdy nie masz uczucia, że lecisz coraz wolniej, że zatrzymałeś się albo wręcz spadasz? Osobiście przeżywałem takie chwile i postanowiłem zbadać, dlaczego występują one w moim życiu. Teraz już wiem i chcę się podzielić z tobą moimi spostrzeżeniami.
 
 Czy można znaleźć analogie pomiędzy naszym życiem duchowym, którego celem jest lot ku górze, na spotkanie z naszym Zbawicielem, a lotem opisanego we wstępie balonika? Okazuje się, że tak, że analogie te są wyraźne. Na czym polega tajemnica wznoszenia się dużego balonu, przeznaczonego do lotów z pasażerami? Dzięki temu, że siła wznoszenia, uzyskiwana poprzez wypełnienie na ziemi powłoki balonu rozgrzanym powietrzem, jest większa od ciężaru podwieszonego pod balonem, wznosi się on w górę. Gdy w trakcie lotu - wskutek oziębienia się powietrza w balonie lub wypuszczenia pewnej jego części - siła wznoszenia zmaleje, wówczas balon zwalnia szybkość swojego wznoszenia lub zatrzymuje się. Gdy powietrze jeszcze bardziej się oziębi, wówczas balon zacznie opadać. Reakcją pasażerów na zauważony brak ruchu w górę jest najczęściej wyrzucanie cięższych przedmiotów z kosza w celu zmniejszenia ciężaru zawieszonego pod balonem, a tym samym zmienienia stosunku siły wznoszenia do siły tego ciężaru. Po wyrzuceniu wszystkich przedmiotów z kosza i w sytuacji dalszego oziębiania się powietrza w balonie, będzie on już tylko opadał. Istnieją jednak balony lecące z własnym źródłem wytwarzania ciepła. Są one zaopatrzone w odpowiednie palenisko, które w momencie zauważenia braku wznoszenia się balonu rozpala się, zapewniając tym samym dopływ gorącego powietrza. Takie balony mają naturalnie większy zasięg i pułap. Z chwilą awarii paleniska lub skończenia się paliwa, balon taki staje się podobny do balonu opisanego powyżej.

    Podobnie jest z nami, wierzącymi. Każdy z nas posiada ciało, a nade wszystko - nowo narodzonego ducha. Ale nasze "...ciało pożąda przeciwko Duchowi, a Duch przeciwko ciału, a te są sobie przeciwne, abyście nie czynili tego, co chcecie" (Gal. 5:17). Gdy spojrzysz na rysunek obok, wówczas słowa Pawła stają się dla ciebie bardzo realne. To przecież Duch pomaga nam wznosić się w górę na spotkanie z Jezusem, umożliwiając jednocześnie uczestnictwo w boskiej naturze. A ciało, pełne drzemiących pożądliwości rodzących grzech, przeszkadza naszemu wznoszeniu się w górę. Odbywa się w nas ciągła walka ducha, który pociąga do góry, do wieczności, z ciałem, które ściąga nas w dół i oddala od Boga. "Albowiem zamysł ciała, to śmierć, a zamysł Ducha, to życie i pokój" (Rzym. 8:6).

    Wielu myślicieli tego świata doszło do wniosku, że ciało jest grobem (Grecy i Rzymianie), że przygniata duszę i obciąża lotny umysł (Żydzi). Seneka wręcz powiedział: "Jestem istotą wyższą, zrodzoną do wyższych rzeczy niż być niewolnikiem ciała, na które patrzę jak na więzy, krępujące moją wolność". Ciało nasze jest jak ogromny ciężar, podwieszony pod balonem, który powstrzymuje go i nie pozwala na wznoszenie. Chrześcijanie średniowieczni wyciągnęli z tego krańcowy wniosek, prowadzący do ascezy, i w związku z tym wyniszczali swoje ciała poprzez samobiczowanie, bezustanne posty itp. Ale czy drogą zmniejszania ciężaru można kontynuować lot ku górze, jeśli balon jest zwiotczały, wypełniony tylko częściowo i do tego zimnym powietrzem? Szybkie wznoszenie umożliwia jedynie całkowite wypełnienie balonu gorącym powietrzem, a następnie stałe jego odnawianie poprzez podgrzewanie w czasie lotu.

 "Jeśli bowiem według ciała żyjecie, umrzecie; ale jeśli Duchem sprawy ciała umartwiacie, żyć będziecie" (Rzym. 8:13). "Ale obleczcie się w Pana Jezusa Chrystusa i nie czyńcie starania o ciało, by zaspokajać pożądliwości" (Rzym. 13:14). "Duch ożywia. Ciało nic nie pomaga" (Jan 6:63). "...Ci, którzy żyją według ciała, myślą o tym, co cielesne; ci zaś, którzy żyją według Ducha, o tym, co duchowe" (Rzym. 8:5).

    A więc: "...Nie upodabniajcie się do tego świata, ale się przemieńcie przez odnowienie umysłu swego, abyście umieli rozróżnić, co jest wolą Bożą, co jest dobre, miłe i doskonałe" (Rzym. 12:2).   Ciało i duch - to dwaj równorzędni partnerzy, którzy mogą wpływać na nasz lot. Gdy którykolwiek z nich staje się silniejszy, wówczas zwiększa się jego oddziaływanie na nasz lot na spotkanie z Jezusem.
 Nasze ciało posilamy napojem i pokarmem. Niezbędnym elementem, utrzymującym ciało przy życiu, jest tlen. Wreszcie ćwiczenia gimnastyczne i ruch utrzymują w nas kondycję fizyczną. Oznaką zdrowia naszego ciała jest siła jego mięśni. Duch, będący nierozłącznym towarzyszem naszego ciała, rów-nież wymaga regularnego karmienia, z tą tylko różnicą, że karmimy go Słowem Bożym i modlitwą, tą chwilą ciszy sam na sam z Bogiem. Jeżeli trzykrotnie w ciągu dnia karmimy nasze ciało, to dlaczego nie karmimy również trzykrotnie w ciągu dnia naszego ducha? Nasz duch, aby żyć, ciągle musi być karmiony. Apostoł Paweł wzywa Tesaloniczan: "Bez przestanku się módlcie" (1 Tes. 5:17). Wielki chrześcijanin pierwszej połowy XX wieku, Sadhu Sundar Singh powiedział: "Więcej się módlcie".

    Nowo narodzeni chrześcijanie zostali ożywieni przez Ducha Świętego: "I dam wam Ducha mojego, a ożyjecie" (Ezech. 37:14). Duch Święty uczy nas wszystkiego i przypomina nam wszystko, cokolwiek powiedział Jezus Chrystus. Przypomina również stale, że powinniśmy postępować według Ducha, a nie ciała. Dlatego nie wolno nam Go zasmucać ani gasić poprzez jakiekolwiek objawy swojego gniewu czy też strachu. "Albowiem nie dał nam Bóg ducha bojaźni, lecz mocy i miłości, i powściągliwości" (2 Tym. 1:7).
 
    Możemy wiele o Chrystusie opowiadać, możemy nawet świadczyć o Nim, ale gdy nie wypełnia nas Duch Chrystusowy, gdyż jest zgaszony przez nasze cielesne postępowanie, to jesteśmy jak zwiotczały, oziębiony balon, z którego wypuszczono część powietrza i który nie ma mocy, ażeby wznosić się dalej w górę, przeciwdziałając sile opadania, jaką wnosi nasze grzeszne ciało. To, czy i jak trwasz w Chrystusie, najlepiej odczujesz w codziennym życiu rodzinnym i zawodowym lub szkolnym. Twoją nową naturę cechują nowe zdolności reagowania na różne bodźce. Podpatruj więc swoje reakcje wobec otoczenia. Sprawdzaj, czy są one dyktowane duchem miłości, wynikającym z twojej nowej natury, czy też duchem twojej starej natury. Podpatruj swoje reakcje wobec ojca, matki, brata, siostry, żony, dzieci, przełożonego, podwładnego, nauczyciela i kolegów.

    Umacniaj swojego ducha codzienną dziękczynną modlitwą i czytaniem Słowa Bożego, gdyż nic tak nie wzmacnia naszego ducha, jak codzienny, regularny pokarm w postaci modlitwy i studiowania Pisma Świętego. Wypełniony radością, wynikającą z obcowania z Jezusem, chwal Go i wielbij Go, i świadcz o Nim.  Panuj nad swoimi reakcjami, gdyż każda niewłaściwa reakcja chrześcijańska, nie podyktowana miłością, osłabia ducha, powodując, że zmniejsza się twoja radość z faktu zbawienia. Niekontrolowana, niewłaściwa reakcja jest grzechem, który gasi w nas Ducha Świętego, a wielokrotnie powtarzana - zasmuca Go. Człowiek nie przeciwdziałający temu popada w przygnębienie, zgorzknienie i zaczyna mu się wydawać, że nie potrafi zapanować nad swoimi reakcjami, nad swoim grzechem. Ten stan powoduje, że je-steśmy bliscy zupełnego zobojętnienia, że odchodzi od nas pierwsza miłość ku Zbawicielowi. Ilość niekontrolowanych reakcji rośnie. Powstaje sprzężenie zwrotne dodatnie i balon z zimnym powietrzem przestaje się wznosić i zaczyna opadać.

    Czym przeciąć to sprzężenie zwrotne? Oto problem, który spora część chrześcijan nie wie, jak rozwiązać. A rozwiązanie jest proste i jest nim płynąca ze skruszonego serca modlitwa, podobna do tej z Psalmu 51:
 "Zakryj oblicze swoje przed grzechami moimi i zgładź wszystkie winy moje. Serce czyste stwórz we mnie, o Boże, a ducha prawego odnów we mnie! Nie odrzucaj mnie od oblicza swego i nie odbieraj mi swego Ducha Świętego! Przywróć mi radość z wybawienia Twego i wesprzyj mnie duchem ochoczym!".
 Musisz zapamiętać, że "ofiarą Bogu miłą jest duch skruszony; sercem skruszonym i zgnębionym nie wzgardzisz, Boże" (Ps. 51:19). Żałuj więc za swój grzech i wyznaj go Bogu w modlitwie. Bądź pewny Bożego zwycięstwa w tobie. Proś Boga o Ducha Świętego, a Bóg ponownie cię Nim wypełni. Znowu staniesz się mocny. Twoja wola, oswobodzona przez Ducha Świętego, znowu będzie kontrolować twoje reakcje.
    Tak więc: "Według Ducha postępujcie, a nie będziecie pobłażali żądzy cielesnej. (...) Jeśli według Ducha żyjemy, według Ducha też postępujmy. (...) Owocem zaś Ducha są: miłość, radość, pokój, cierpliwość, uprzejmość, dobroć, wierność, łagodność, wstrzemięźliwość" (Gal. 5:16.25.22-23).
    Gdy tak czynić będziesz, wtedy twój lot ku górze nie będzie niczym zmącony i zapewni ci spotkanie i wieczne przeby-wanie z ponownie nadchodzącym twoim Zbawicielem - Jezusem Chrystusem. A przecież wolą Bożą jest, "...aby z nastaniem pełni czasów (...) w Chrystusie połączyć w jedną całość wszystko, i to, co jest na niebiosach, i to, co jest na ziemi w Nim" (Efez. 1:10).

 

WSPÓŁCZESNA  ARKA  NOEGO


   Adwent to nie tylko oczekiwanie, ale i przygotowanie.  W tradycji chrześcijańskiej rokrocznie pierwsza niedziela adwentowa jest pierwszą niedzielą nowego roku kościelnego. Kolejne niedziele adwentowe przybliżają nas do kolejnych urodzin Pana Jezusa, przypominających Go nam jako niemowlę, które przychodzi na świat aby nas zbawić, czyli uratować. Oczekujemy z tęsknotą cudownej uroczystości wigilijnej z jej niepowtarzalną atmosferą. Nie tylko oczekujemy, ale i przygotowujemy się do tego wieczoru. Stroimy choinkę, kupujemy podarunki, opakowujemy je w piękne i kolorowe papiery i wstążki, przygotowujemy wspaniałe wigilijne potrawy.
 Kim jest Ten, którego urodziny tak niezwykle uroczyście obchodzimy każdego roku?
 Jest Nim - Niezrównany Chrystus.
 Nie napisał żadnej książki, a jednak niewiele bibliotek mogłoby pomieścić książki, które o Nim napisano.
 Nie założył żadnej uczelni, a jednak wszystkie istniejące szkoły nie mogą poszczycić się taką ilością studentów, ilu On ma.
 Nigdy nie zajmował się medycyną, uleczył jednak więcej złamanych serc, aniżeli wszyscy lekarze schorzałych ciał.
 Nie przewodził żadnej armii, nie powoływał do służby żołnierzy ani też nie oddał strzału, żaden jednak wódz nie zgromadził wokół siebie, pod swymi rozkazami, większej liczby ochotników, nie skłonił tylu buntowników do złożenia broni albo poddania się bez jednego strzału.
 "...Chrystus Jezus przyszedł na świat, aby zbawić grzeszników..." (1 Tym. 1:15).  "Albowiem tak Bóg umiłował świat, że Syna swego jednorodzonego dał, aby każdy, kto weń wierzy, nie zginął, ale miał żywot wieczny" (Jan 3:16).  "A umarł za wszystkich, aby ci, którzy żyją, już nie dla siebie samych żyli, lecz dla Tego, który za nich umarł i został wzbudzony" (2 Kor. 5:15).

    Pewien ewangelista głosił Słowo Boże w jednym z większych miast Kanady. Nagle jakiś pijany wtargnął do sali, w której odbywało się spotkanie ewangelizacyjne, i zaczął hałasować. Kilka osób pochwyciło go i wyprowadziło na zewnątrz. Wówczas pijany wpadł we wściekłość i pobił jednego z tych, którzy go wyprowadzali, poważnie go kalecząc. Policjant, świadek tej sceny, aresztował awanturnika i doprowadził na posterunek. Sąd skazał go na zapłacenie grzywny lub - w razie niemożności jej zapłacenia - na karę więzienia. Na sali rozpraw, pośród wielu innych, znajdował się również ten chrześcijanin, który padł ofiarą pijaka. Gdy ogłoszono wyrok, wstał i zwrócił się do sędziego, deklarując chęć zapłacenia grzywny za obwinionego. "Ależ to absurd!" - odpowiedział sędzia. - "Pan nie pozwoli, by ten człowiek poszedł do więzienia, a przecież jedynie na to zasłużył!" Ponieważ chrześcijanin nalegał, sędzia wezwał skazanego i oświadczył: "Jest pan wolny, ponieważ znalazł się ktoś, kto zapłacił za pana grzywnę". - "Za mnie? A któż by chciał za mnie zapłacić?" - "Jest to osoba, którą pan zranił" - wyjaśnił sędzia.
 Wyraźnie wzruszony, człowiek ten zwrócił się do chrześcijanina, którego wcześniej pobił, ściskając jego rękę, by w ten sposób wyrazić swoją wdzięczność. Wydarzenie to doprowadziło do gruntownej zmiany w jego życiu: przestał pić i stał się głęboko wierzącym chrześcijaninem.
 Podobnie jest z nami, z każdym z nas. Naszymi grzechami obraziliśmy Boga i w ten sposób jesteśmy Jego winowajcami, dłużnikami. Jezus Chrystus przyszedł jednak na świat i zapłacił nasz dług, ofiarowując się za nas i oddając na krzyżu własne życie, aby nas uratować. Kto przyjął ten Boży dar do swego serca, temu dług został darowany.

JEZUS  JEST  WSPÓŁCZESNĄ  ARKĄ  NOEGO
 "Niebo i ziemia przeminą, ale słowa moje nie przeminą. A o tym dniu i godzinie nikt nie wie; ani aniołowie w niebie, ani Syn, tylko sam Ojciec. Albowiem jak było za dni Noego, takie będzie przyjście Syna Człowieczego. Bo jak w dniach owych przed potopem jedli i pili, żenili się i za mąż wydawali, aż do tego dnia, gdy Noe wszedł do arki, i nie spostrzegli się, że nastał potop i zmiótł wszystkich, tak będzie i z przyjściem Syna Człowieczego. Wtedy dwóch będzie na roli, jeden będzie wzięty, a drugi zostawiony. Dwie mleć będą na żarnach, jedna będzie wzięta, a druga zostawiona. Czuwajcie więc, bo nie wiecie, którego dnia Pan wasz przyjdzie. A to zważcie, że gdyby gospodarz wiedział, o której porze złodziej przyjdzie, czuwałby i nie pozwoliłby podkopać domu swego. Dlatego i wy bądźcie gotowi, gdyż Syn Człowieczy przyjdzie o godzinie, której się nie domyślacie" (Mat. 24:35-44).
 Pan Jezus nie przyjdzie jednak ponownie na świat jako Zbawiciel, ale jako Król królów i Pan panów. I jeżeli prawdziwie Mu uwierzyliśmy, to takiego ponownego przyjścia Pana Jezusa oczekujemy. A w związku z tym - jak się powinniśmy przygotowywać na Jego przyjście?
 "Bądźcie czujni" - to słowa, które powtarzają się wielokrotnie w Nowym Testamencie. Co one oznaczają?

 Czy sam chrzest jest wystarczający, aby być zbawionym (uratowanym), aby dostać się na arkę?
 Ludziom, którzy uważają, że sam chrzest jest wystarczający do zbawienia, należy postawić dwa pytania:
 1) W jaki sposób stajemy się chrześcijanami?
 2) W jaki sposób dostępuje się zbawienia?
 Na pierwsze pytanie może być wiele odpowiedzi, na przykład: poprzez chrzest, czytanie Biblii, regularne uczęszczanie do kościoła itp. Na drugie pytanie istnieje tylko jedna odpowiedź: musisz uwierzyć, że Jezus Chrystus jest Drogą, Prawdą i Życiem, musisz upamiętać się i nawrócić do Chrystusa.
 Niezliczona ilość ludzi uważa się za wierzących, ale tak naprawdę, to wcale nimi nie są. Nigdy bowiem nie chcieli mieć osobistej łączności z Panem Jezusem ani nie przyjęli Go przez wiarę do serca jako swego Zbawiciela.

CHRZEST  I  WIARA
 "Kto uwierzy i ochrzczony zostanie, będzie zbawiony, ale kto nie uwierzy, będzie potępiony" (Mar. 16:16).
 Usłyszałem kiedyś taką opowieść. Chrześcijańskie małżeństwo wraz ze swym ochrzczonym małym dzieckiem przybyło do pracy w jednym z krajów arabskich, żyjąc wśród wyznawców islamu. Pewnego dnia jednak zginęli w wypadku samochodowym. Dziecko ocalało i zaopiekowała się nim jedna z rodzin arabskich. Chłopca wychowywano na muzułmanina. Gdy dorósł, nic nie wiedział o swym chrześcijańskim rodowodzie. Młody człowiek żył w nędzy. Żeby przeżyć, kradł, jak jego rówieśnicy, wśród których się wychował. Pewnego dnia okradł pewnego Europejczyka, który przyłapał go na gorącym uczynku. Zamiast jednak przekazać sprawę policji, opowiedział młodemu przestępcy o miłości Jezusa, ogarniającej wszystkich ludzi, a więc również jego. Przedstawiona w skrócie młodzieńcowi Ewangelia dotarła do jego serca; zrozumiał, że jest grzesznikiem, uwierzył w Jezusa jako swego Zbawiciela i przyjął Go do serca jako Pana, którego każde wypowiedziane na ziemi Słowo stało się odtąd dla niego pokarmem, dającym życie wieczne. Bóg nie zapomniał o ochrzczonym niemowlęciu i postawił na jego drodze, gdy już dorosło, wierzącego człowieka, który okazał mu miłość tak, jak tego dokonywał Jezus przed dwoma tysiącami lat.

NAWRÓCENIE
 Nie jest to tylko odwrócenie się od jednego grzechu, ale odwrócenie się od całego stylu i celu dotychczasowego twego życia.
 "...Wielka też była liczba tych, którzy uwierzyli i nawrócili się do Pana" (Dz.Ap. 11:21).
 Nawrócić się, to wcale nie znaczy (jak się wielu osobom wydaje) zmienić religię. Nawrócenie można przyrównać do trzech wykonywanych przez żołnierza ruchów:
 na komendę "stój!" - zatrzymuje się,
 na komendę "w tył zwrot!" - zmienia kierunek marszu,
 na komendę "naprzód marsz!" - podąża nową wyznaczoną drogą.
 Nawrócić się, to na przykład naśladować Tesaloniczan, którzy przez długi czas adorowali bożki, po czym nawrócili się od bałwanów do Boga, "aby służyć Bogu żywemu i prawdziwemu" (1 Tes. 1:9).
 Znany ewangelista Moody, po powrocie z miejsca, gdzie głosił Słowo Boże, został zapytany przez jednego z przyjaciół, czy jakieś dusze zwróciły się do Jezusa Chrystusa. Odpowiedź była krótka: "Dwa i pół nawrócenia". Nie wiedząc, jak to rozumieć, przyjaciel spytał: "Masz na myśli dwóch dorosłych i jedno dziecko?". "Nie - odpowiedział Moody. - Dwoje dzieci i jednego dorosłego. Dzieci oddały Panu Jezusowi całe swoje życie, natomiast dorosły tylko pół życia, które mu zostało."
 To, co miał Moody na myśli, jest czasem straconym dla Boga. Każdy człowiek, który zaniedbuje daną mu okazję i nie wykorzystuje czasu łaski, w jakim Bóg pozwala mu dojść do pokuty, pewnego dnia będzie musiał to wyznać przed tronem sądu Bożego.
 Człowiek nieraz trudzi się, bo wydaje mu się, że to, co robi, jest warte zachodu tutaj, na ziemi. Wystarcza mu samouspokojenie: przecież jestem ochrzczony, przecież mam ślub kościelny, przecież regularnie chodzę do kościoła. Pewnego dnia przychodzi jednak śmierć i wszystko, czego człowiek dokonał i co wydawało mu się tak ważne, zostaje tutaj, na ziemi. Prawda ta dotyczy także chrześcijanina, który oddał swe serce Jezusowi i wie, że jest zbawiony. Ważną sprawą jest, jak realizuje on swoje powołanie tu, na ziemi. Jego bezwartościowa praca będzie pewnego dnia "spalona", a on sam "zbawiony będzie, tak jednak, jak przez ogień" (1 Kor. 3:15).
 Człowiek nawrócony ufa Bożemu Słowu, trwa w nim, słucha i modli się w Duchu Świętym.
 "Wiara, nadzieja, miłość, te trzy; lecz z nich największa jest miłość" - mówi apostoł Paweł (1 Kor. 13:13).

ZAUFANIE  BOŻEMU  SŁOWU
PEWNOŚĆ,  ŻE  TAK  BĘDZIE,  JAK  ONO  MÓWI
 "...Ufam bowiem Bogu, że tak będzie, jak mi powiedziano" (Dz.Ap. 27:25).
 Podczas parady wojsk cesarskich, Napoleon przez nieuwagę wypuścił cugle swojego konia. Rumak stanął dęba, a następnie ruszył galopem, narażając na niebezpieczeństwo siedzącego na nim cesarza. Gdy koń pędził wzdłuż szpaleru żołnierzy, jeden z nich rzucił mu się na szyję i pochwycił lejce. Koń posłusznie stanął, a żołnierz z wyrazem oddania podał cesarzowi lejce ujarzmionego zwierzęcia.
 "Dziękuję, kapitanie!" - głośno powiedział Napoleon, nagradzając w ten sposób wyświadczoną mu przysługę.
 "Którego pułku?" - odważnie zapytał żołnierz.
 "Mojej gwardii" - odparł Napoleon, zadowolony z ufności żołnierza, który trzymał go za słowo.
 Żołnierz odłożył broń i zbliżył się do grupy oficerów straży przybocznej Napoleona.
 "A cóż tu robi ten zuchwalec?" - oburzył się jeden z oficerów.
 "Ów zuchwalec jest kapitanem gwardii cesarskiej" - odparł żołnierz.
 "A któż ci nadał ten stopień?"
 "On" - odrzekł żołnierz, wskazując ręką na Napoleona.
 Dlaczego tylu ludzi podaje w wątpliwość orzeczenia i obietnice Boga?
 Czy ośmielimy się wątpić, kiedy Bóg mówi: "Macie żywot wieczny, gdy wierzycie w imię Syna Bożego" (por. 1 Jana 5:13).

MODLITWA  W  DUCHU  ŚWIĘTYM
 Człowiek nawrócony modli się żarliwie. Postaram się wyjaśnić to na kilku przykładach.
 "Ale wy, umiłowani... módlcie się w Duchu Świętym" (Judy 20).
 Słowo Boże i modlitwa, to środki, przez które wierzący może się zachować od zła. One bowiem mogą utrzymać go w społeczności z Ojcem i z Synem. Jednak skuteczna jest tylko taka modlitwa, która się odbywa w Duchu Świętym; taka też modlitwa jest naprawdę żarliwa i poważna. Jeśli w trakcie modlitwy kieruje nami Duch Święty, to słowa nasze stają się wówczas przed Bogiem świętymi i przyjemnymi, trafiając do Boga i dostępując wysłuchania.
 Z powodu nędzy, będącej wynikiem bezrobocia, pewne bogobojne, starsze już małżeństwo przez wiele miesięcy nie miało czym opłacać czynszu za mieszkanie. Małżonkowie czytali Biblię i codziennie modlili się żarliwie o pomoc. Pomoc ta jednak nie nadchodziła. Wreszcie właściciel mieszkania stracił cierpliwość i podał niewypłacalnych lokatorów do sądu. Pewnego dnia zjawił się więc komornik, aby dokonać zajęcia mienia obojga małżonków. Nie znalazł jednak zbyt wiele rzeczy do zabrania. Jedynym meblem, przedstawiającym jakąś wartość, była szafa. Podczas jej opróżniania uwagę komornika przyciągnęła paczka listów, przewiązana tasiemką. Nachyliwszy się nad nią, komornik przyjrzał się znaczkowi na pierwszej kopercie. Ponieważ był zagorzałym filatelistą, uznał, że znaczek ten jest rzadkim egzemplarzem i stwierdził, że pozostałe znaczki też pochodziły z tego samego okresu. Nie tracąc czasu, zaprowadził oboje małżonków do sklepu filatelistycznego, gdzie stwierdzono, że chodzi o bardzo stare znaczki, przedstawiające ogromną wartość. Sprzedawca wziął na siebie ciężar wyceny znaczków. Jakaż radość zapanowała w sercach tych ludzi, gdy zrozumieli, że jest to Boża odpowiedź na ich modlitwy. Wszystkie długi zostały spłacone, a ponadto uzyskali środki na dostatnie życie przez wiele dni. Jakiż wspaniały powód do wdzięczności Bogu i chwalenia Go za Jego wierność!

CZYNNA  MIŁOŚĆ
 Jakże często tracimy wiarę w trudnych sytuacjach naszego życia! A przecież Pan nigdy nie zapomina o swoich dzieciach. Prowadzi je po trudnych ścieżkach, ucząc cierpliwości i wzmacniając ich wiarę.
 "Błogosław, duszo moja, Panu, i nie zapominaj wszystkich dobrodziejstw Jego!" (Ps. 103:2).
 "Dzieci, miłujmy nie słowem ani językiem, lecz czynem i prawdą" (1 Jana 3:18).
 Pewien sierżant opowiedział ciekawy epizod ze swego życia w wojsku. Mówił, co następuje:
 "Mieliśmy w naszej kompanii pewnego żołnierza, który świadczył wszystkim o swojej chrześcijańskiej wierze. Utrudnialiśmy mu życie. Pewnego wieczora, gdy powróciliśmy do koszar po intensywnym marszu w strugach ulewnego deszczu, byliśmy przemoczeni do suchej nitki i bardzo zmęczeni. Naszym jedynym pragnieniem było znaleźć się jak najszybciej w łóżku. Nasz chrześcijanin mimo zmęczenia znalazł jednak siły, by na kolanach zmówić modlitwę. Tak mnie to rozzłościło, że wziąłem moje ubłocone buty i najpierw jeden, a potem drugi, spuściłem mu na głowę. Nazajutrz rano obok mego łóżka znalazłem wspaniale wyczyszczone i wypastowane buty. Ten gest mocno ugodził mnie w serce i zrozumiałem, co to znaczy być wierzącym chrześcijaninem".

ŻYCZLIWOŚĆ
 "Żywiliśmy dla was taką życzliwość, iż gotowi byliśmy nie tylko użyczyć wam ewangelii Bożej, ale i dusze swoje oddać, ponieważ was umiłowaliśmy" (1 Tes. 2:8).
 Pierwszy List apostoła Pawła do Tesaloniczan opisuje ten nierozerwalny związek pomiędzy Bożą ewangelią i uzewnętrznianiem się jej w codziennym życiu wierzących chrześcijan.  Pewna młoda rodzina opuszczała dom swych chrześcijańskich przyjaciół, gdzie wspólnie z nimi spędziła wspaniały weekend przy Słowie Bożym, w zgromadzeniu i na odpoczynku. Lecz tym, co ich najbardziej zachwyciło, była atmosfera tego domu. Kiedy wychodzili, powiedzieli do gospodarzy: "Nauczyliśmy się więcej przez to, co zaobserwowaliśmy, niż przez to, co usłyszeliśmy". Tym stwierdzeniem nie umniejszyli wcale wartości nauk i porad ze Słowa Bożego, które otrzymali, lecz podkreślili praktyczne znaczenie Słowa w życiu ich gospodarzy.

  "Panie, oddal mnie od mówienia o doktrynie,
  Jeśli mówienie jest wszystkim, co czynię.
  Pozwól, by promieniowało moje życie,
  Ta prawda, którą znam.
  By inni widzieli we mnie Prawdę należycie,
  Którą Ty jesteś sam."

Część piąta

Powrót do części trzeciej

Powrót do "Lektur"
 

 
Copyright (c) 2000 - 2018 Ruch Nowego Życia
All Rights Reserved
[ created by hornet.com.pl ]
WEB interface